wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział 104



Siedziałam na plaży już jakąś godzinę i czułam jak nogi mi zamarzają. Harry nie wrócić jeszcze do domu...niestety. Próbowałam do niego dzwonić, ale na nic się to zdało. Louis i Niall się ze mną skontaktować, ale akurat z nimi nie chciałam gadać.
-Przepraszam?-usłyszałam głos za swoimi plecami.
Odwróciłam się i zobaczyłam młodego chłopak. Miał brązowe, poburzone włosy i nieobecny wyraz twarzy. Zbyłam go i znów odwróciłam głowę.
-Dobrze się czujesz?
-Tak-syknęłam.
Co go interesują losy obcej dziewczyny?
-Gdzieś tutaj słyszałem krzyki więc...
Chwila. W tej okolicy jestem tylko ja i Harry. Serce zaczęło mi szybciej walić na myśl, że coś mogło mu się stać. Zapomniałam o złości i smutku jaki wypełniał całą mnie. Ja nic nie słyszałam. Może dlatego, że nie słyszałam nic prócz swoim myśli, lub dlatego, że byłam zbyt daleko.
-To mój mąż-powiedziałam przerażona-pomożesz mi go znaleźć? Błagam
Widziałam, że się zastanawia, ale ostatecznie się zgodził. Poszliśmy po jego dziewczynę. Z domu zabraliśmy latarki i poszliśmy szukać Harry'ego. Las i tej godzinie to istne piekło.
-Harry!-krzyczeliśmy.
-Patrzcie tam-odezwała się dziewczyna.
Pod jednym z drzew ktoś był. Siedział wydaje się na ziemi i sprawdzał coś w telefonie. Dzięki jasnej poświacie światła z komórki rozpoznałam go.
-To on!-krzyknęłam i zaczęłam biec. Potykałam się o konary, ale dobiegłam do ukochanego bez złamania nogi. Rzuciłam się na kolana by być oczami na wysokości jego wzroku. Harry miał zamknięte oczy. Miliony czarnych scenariuszy przeleciały mi przez głowę. Psychopata, dzikie zwierze...
-H...Harry?-powiedziałam załamując głos
Otworzył oczy a ja zobaczyłam jego czerwone gałki oczne i rozszerzone źrenice. Poświęciłam w nie latarką by zobaczyć czy moje obawy były słuszne...niestety było.
-Harry-szepnęłam bardziej stanowczo.
-Po co przyszłaś?
-Bałam się o ciebie
-Niepotrzebni
-Niepotrzebnie? Tamten chłopak słyszał krzyki-wskazałam na gościa, który mi towarzyszył
-Przesłyszał się
-My może będziemy wracać-powiedziała dziewczyna i odeszli.
-Harry proszę nie traktuj mnie tak
-A ty? Nie masz wyrzutów po tym co powiedziałaś?
-Mam. Przepraszam cię
-To boli wiesz?-powiedział z wymuszonym uśmiechem-Słyszeć od ukochanej osoby, że ktoś ją kocha...i gdy nie ma ona na myśli ciebie.
-Harry przepraszam.
-Kochasz go-stwierdził
-Nie
-Przecież wiem jak jest. Gdy zabierałem cię z Miami widziałem jak bardzo chciałaś by to co mówię nie było prawdą.
-Za bardzo przez niego cierpiałam
-Przeze mnie też cierpisz. Łamie dane obietnice, narażam twoje życie.
-Wcale, że nie
-Nie widzisz tego?-zapytałam świecąc sobie po oczach-ćpałem choć obiecałem, że nie będę tego robił. Tylko tu jesteś bezpieczna. Wrócimy do Anglii i znów zacznie się walka z przeznaczeniem
-Moje życie i tak było w niebezpieczeństwie. Myślisz, że gdybym była z Chris'em byłabym kiedykolwiek szczęśliwa? Czy miałabym dziecko? Albo byłoby wynikiem gwałtu, ale w ogóle kazałby mi je usunąć. Harry przy tobie czuję się bezpieczna. Nie zapominaj o tym...nigdy
-Ale...
-Oj zamknij się-powiedziałam i przywarłam do niego ustali wplątując dłonie w jego loki-kocham tylko ciebie-szepnęłam
-Jak to się zmieni to mi powiedz
-Nie zmieni się
-Jak się zmieni to powiedz-powtórzył
-Dobrze

~*~

Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. 11:28 a Harry'ego nie ma obok. Może to co się wydarzyło w nocy to tylko sen...oby. Wstałam z łóżka i odwiedziłam wszystkie pomieszczenia w poszukiwaniu Hazzy i znalazłam w salonie, śpiącego na kanapie. Nie wybaczył mi. Usiadłam na fotelu obok i patrzyłam na jego twarz.
-Jak spałaś?-zapytał. A więc jednak nie śpi
-Resztę nocy tu byłeś?
-Czekałem aż uśniesz
-Czemu? To się wydarzyło aż tak bardzo namieszało? Przecież ja go nie kocham. Co poradzę na to, że on mnie tak? Mam go zabić? A może ty chcesz to zrobić?
-Zoe!-krzyknął
-Przepraszam bardzo, ale jak na twój widok ślini się tyle dziewczyn to jest dobrze?! Myślałeś jak ja się czuje? Zayn mnie kocha, zrozum to! Zrozum też to, że JA GO NIE KOCHAM!-warknęłam i wybiegłam z salonu.
Zamknęłam się w łazience. W takiej chwili normalnie zadzwoniłabym do Julie, ale jej już kurwa nie ma! Nie ma i nie będzie! Wybrałam numer do Jenn, jedynej osoby, której teraz ufam.
-Cześć Zoe jak tak?
-Jenn-rozpłakałam się
-Boże co się dzieje?
-Pokłóciłam się z Harry'm
-O co, że uważasz Zayn'a za niewinnego?
-Ja mu wczoraj powiedziałam, że jestem pewna, że Malik mnie kocha dlatego nam pomaga.
-Zoe
-Przepraszam! On chce nas ratować i to jedyne wytłumaczenie dlaczego! Już kiedyś mi mówił, że mnie kocha. Jennifer pomóż mi
-Gadałaś z Harry'm dzisiaj?
-Jest na mnie wściekły. Myśli, że ja tez kocham Malika
-A tak jest?
-Oszalałaś? Jasne, że nie. Mówiłam mu to, ale mi nie wierzy. Wczoraj się naćpał. Ja już nie mogę Jenn
-Powiem Niall'owi żeby do niego zadzwonił. Może on przemówi mu do rozumu
-Jak tak Phoebe?-momentalnie zmieniłam temat
-Dobrze. Jest zachwycona Hiszpanią
-To dobrze. Nie mów jej o niczym. Muszę kończy
Rozłączyłam się i znów zalałam łzami. Musze nauczyć się trzymać język za zębami. Siedziałam w łazience i czekałam...nie wiem dokładnie na co, ale czekałam. Może na to by Harry zapukał do drzwi, bądź bym ja zrobiłam krok. Nic jednak się nie dzieje. Pewnie od siedzi pięć centymetrów ode mnie, ale nie mówi ani słowa. Wydaje mi się, że słyszę jego oddech. Pewnie to tylko moja chora wyobraźnia.




--------------------------------------------------------------------------------

Rozdziały coraz krótsze, głowa coraz bardziej pusta. Co się do jasnej cholery za mną dzieje? Siedzę nad tym rozdziałem od dwóch dni i nie umiem wymyślić nic więcej. Od 8 miesięcy mam coś takiego po raz pierwszy.
Dobra mniejsza z tym.
Życzę Wam cudownego nowego roku, aby Wasze wszystkie marzenia się spełniły i byście byli tym kim naprawdę chcecie być. nie udawajcie nikogo.
Dziękuję za to wszystko co zrobiliście dla mnie w tym roku. Kocham Was.

Ps. Konkurs prawdopodobnie zostanie odwołany, ponieważ mam tylko jedną pracę :c
Mam dla Was 2 filmy które zobaczycie po zakończeniu IJAS

Komentujcie


sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 103

Nagle otworzyłam oczy i znów byłam w sypialni a obok był Harry. To tylko sen. Tylko sen. Powoli przekręciłam się na bok i położyłam dłoń na policzku mojego ukochanego. Nie mogę go stracić. Dziś lecimy do Rio. Za trzy godziny mamy samolot a przez te wczorajsze zamieszanie nawet się nie spakowaliśmy.
-Harry?-szepnęłam by go obudzić-Harry wstawaj 
-Pięć minut-powiedział ospale i schował głowę pod kołdrę
-Za trzy godziny mamy samolot i musimy się spakować. Przypominam również, że Pheobe leci do Calella z Jenn i Niall'em. 
Wychylił twarz i spojrzał na mnie tymi swoimi oczami.
-Pięć minut-powtórzył
-Ok. Masz dokładnie pięć minut, jeśli po tym czasie nie będzie cie na dole nigdzie nie lecę
Powiedziałam i wstałam z łóżka. Nałożyłam sweter i zeszłam na parter. W kuchni siedział już Niall i jego narzeczona. 
-Hej
-Cześć, gdzie Harry?-zapytał Horan
-Śpi-powiedziałam zła-jesteście już spakowani?
-Tak-odpowiedziała Jennifer
-Przepraszam was, ale muszę iść ogarnąć to wszystko. 
-Pomogę ci-zaproponowała dziewczyna
Obie poszłyśmy do pokoju Phoebe i spakowałyśmy potrzebne rzeczy. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam. Do kieszonki po lewej stronie włożyłam jej paszport. Gotowe. Mamy dokładnie dwie i pół godziny do odlotu. Poszłam zobaczyć czy Harry już wstał i o dziwo zrobił to, ale nie to mną wstrząsnęło. Na ziemi zobaczyłam trzy zapakowane walizki i kartkę z napisem "Jestem na dole kochanie". Uśmiechnęłam się do siebie i pobiegłam na dół. Siedział na kuchennym stołku odwrócony plecami do mnie. Po cichu do niego podeszłam i przytuliłam go. Odwrócił się i pocałował mnie w czoło. 
-Spako...
-Widziałam-powiedziałam z uśmiechem
~*~
Widok z góry na Rio de Janeiro jest powalający. Jest wieczór a na plaży nadal widać tysiące ludzi bawiących się w rytmie dobrej muzyki.
-W którym hotelu będziemy mieszkać?
-Wynająłem dom
-Gdzie?
-Tam-powiedział wskazując palcem piękną malowniczą wyspę jakiś kilometr może dwa od plaży
-Żartujesz?-nie wierzyłam, że to zrobił. Wyspa była przepiękna. Już z samolotu widziałam pojedyncze domki tuż przy brzegu.
~*~
Dotarliśmy na miejsce, które wybrał Harry. Dom jest ogromny. Wielki taras z widokiem na ocen.
-Jak znalazłeś to miejsce?
-Nie było łatwo
Podszedł do mnie i objął mnie w tali. Zaczął mnie całować, powoli lecz namiętnie.
-Mam coś dla ciebie-szepnął
Chwycił mnie za rękę i zakrył oczy. Powoli prowadził przed siebie aż w końcu zatrzymał się i zdjął dłoń z mojej twarzy. To co zobaczyłam odebrało mi dech w piersiach. Wielki obraz malowany na płótnie stał oparty o ścianę. Jednak bardziej poruszyło mnie to co na nim było. Dwie postaci stojące do siebie twarzami. Ich ręce stanowią jedność. To ja i Harry. Skąd wiem? Stąd, że dziewczyna ma zrobionego koka a na karku zabliźniony napis, na nadgarstku ma identyczny tatuaż jaki mam ja. Chłopak jest wyższy od niej o głowę. Ma loki i piękne, zielone oczy. Na ramieniu widnieją liczne rysunki...to z pewnością ON, to na pewno Harry.
-Jak ty to? Kto?
-Ja go namalowałem. Pomagał mi kumpel, który jest malarzem. Podoba ci się?
-Czy mi się podoba?  To jest nieziemskie-powiedziałam i ze łzami w oczach rzuciłam mu się na szyję. 
Zrobił to dla mnie.
-Dziękuje, Harry
-To ja dziękuje
-Za co?
-Za to, że dajesz mi tak niewyobrażalne szczęście
~*~
Obudziłam się wtulona w Harry'ego. Jest dopiero 4:27 a ja już nie mogę spać. To chyba przez tę zmianę czasu. Leżałam na plecach i wpatrywałam się w niebo za oknem, myśląc o osobie, o której nie powinnam myśleć. W mojej głowie był Zayn. Zastanawiałam się dlatego robi to co robi. Przecież mówił mi, że mnie kocha a teraz chce mnie zabić. W myślach wspominałam wszystkie najważniejsze rozmowy z nim. Pamiętam jak mówił, że nie da mnie skrzywdzić i że zrobi wszystko by odciągnąć GS. Tylko czy wtedy mówił prawdę? Jeśli tak to czemu do jasnej cholery teraz jest z nimi?! Czemu zostawił przyjaciół i walczy przeciwko nim?! A może robi to by nas chronić? Jeśli to on wymyślił by Chris i Dean lecieli do Korei możliwe, że jest po naszej stronie. Ukartował to by James i Pater mogli o wszystkim nam powiedzieć. Tylko jeśli uda im się sprowadzić tu Azjatów i tak wszystkie jego plany diabli wezmą. Wtedy będziemy w jeszcze większym niebezpieczeństwie. A może zrobił to, bo wiedział, że i tak nie mają co liczyć na ich pomoc? Jest tylko jeden haczyk, kto odmówiłby zemsty? Przecież to także dzięki MoC nie dali rady podbić Londynu. Może ma jakiś plan a może tylko ja łudzę się, że chce nam pomóc ryzykując własne życie. Musze napisać do James'a. Znalazłam telefon i napisałam do niego wiadomość: "Czy to Zayn wymyślił by Koreańczycy dołączyli do GS?". Po minucie dostałam odpowiedź: "Tak, ale dostaliśmy info, że tylko trzech z nich zgodziło się walczyć. Po co chcesz to wiedzieć?". Więc to prawda! Zayn chce pomóc nam nie im! Dobrze wiedział, że Chris nie zdoła przekonać wszystkich. "Zayn jest niewinny. Jest z nami!". Tylko jeszcze jedna sprawa...czemu nie powiedział Harry'emu gdzie jestem? Z miłości? Przecież dobrze widział jak cierpię. To na pewno nie dlatego. Może chciał mnie mieć tylko dla siebie? Mniejsza o to, teraz chce nam pomóc.
-Harry-szarpnęłam jego ramię
-Zoe co się dzieje?-zapytał zdezorientowany
-Zayn nie jest przeciwko nam
-Co ty wygadujesz? Jest z GS i chce nas zabić
-Nie! to on namówił ich by lecieli do Korei
-No właśnie
-Nadal nie rozumiesz? W tym czasie James i Peter o wszystkim nam powiedzieli. Myślisz, że gdyby byli w Anglii mieliby taką możliwość? Johnson powiedział mi, że tylko trzech z tamtych zgodziło się do nich dołączyć. Zayn wiedział, że tak będzie dlatego kazał im jechać.
-Czemu tak myślisz?
-Gdy byliśmy w Miami mówił, że nie da mnie skrzywdzić, że nigdy nie dopuści by GS mi coś zrobili. Jest z nami, Harry. On chce nam pomóc
-Czemu naraża dla nas życie?
-A ty nie zrobiłbyś tego gdyby Niall czy ktoś z naszych był w takiej sytuacji? Nie ryzykowałbyś dla osoby którą...kochasz?
-Zoe on cię nie kocha
-Kocha i teraz to wiem.
Widziałam ból w jego oczach. Nie powinnam mu tego mówić, ale musiałam inaczej by nie zrozumiał. Nagle zobaczyłam łzę spływającą po jego poliku. Myśli, że ja też go kocham? Przecież ja kocham tylko Harry'ego.

-Harry ja nie...

-Powiedziałaś wystarczająco dużo-powiedział i wstał z łóżka
Wyszedł z pokoju biorąc koc i telefon. Musze mu wytłumaczyć, że nie o tym myślałam. Cholera, mogłam poczekać aż wrócimy do domu! Oparłam głowę na rękach i patrzyłam jak słone krople kapią na pościel. Co ja zrobiłam. Po jaką cholerę mówiłam, że teraz wiem, że Zayn mnie kocha.
(Dla lepszego efekty włączcie to <klik>)
Wyszłam z domu i poszłam na plaże. Nie interesowało mnie to, że jest środek nocy. Usiadłam na chłodnym pisaku i wpatrywałam się w wodę. Dopiero teraz zaczęłam uświadamiać sobie jak bardzo go to zabolało, co ja bym czuła gdyby on powiedział coś takiego. Mieliśmy współnie spędzić ten czas a co się dzieje? On nawet nie chce słuchać wyjaśnień...tak właściwie wcale mu się nie dziwie, ja też bym nie chciała


---------------------------------------------------------------------------------------------
Na połowę tego rozdziału nie miałam totalnie pomysłu, ale zaczęłam słuchać The Hanging Tree i znalazłam tamtą piosenkę i słowa po prostu popłynęły :)
Mam nadzieję, że się Wam podoba :)
Komentujcie plisssssssssss

KONKURS KOŃCZY SIĘ 5 STYCZNIA A JA NIE MAM ŻADNYCH PRAC :( (taka podpowiedź: możecie narysować jak wy wyobrażacie sobie ten obraz) WCZEŚNIEJ PODAŁAM ZŁY E-MAIL WIĘC KAŻDY KTO WYSŁAŁ NIECH ZROBI TO JESZCZE RAZ poprawiłam już w ogłoszeniu 


środa, 25 grudnia 2013

DO WSZYSTKICH

Do wszystkich którzy zrobili prace na konkurs i już wysłali...PRZEPRASZAM, tak to jest jak sie szybko pisze...zrobiłam pomyłkę w e-mailu :/ poprawny to kasia695@onet.pl 
Strasznie Was przepraszam, ale wiecie jak to jest jak się pisze byle by zdążyć i brać się za lekcje...jeszcze raz wybaczcie. Osoby, które zrobiły prace niech wyślą je jeszcze raz na ten e-mail ( kasia695@onet.pl)
Mam nadzieję, że będzie wiele prac :) 

Rozdział 102


-Powinniśmy im wierzyć? –zapytałam gdy z Harry'm w samotności wracamy do Holmes Chapel. Niall i Jenn jadą za nami.
-Nie
-Więc czemu zawarliśmy z nimi sojusz?
-Mogą nam pomóc, my im też, ale nie możemy im ufać. Zbyt wiele łączy ich z Chris'em, Dean'em i...Zayn'em- głos uwiązł mu w gardle gdy powiedział imię chłopaka, który był jego przyjacielem...no właśnie BYŁ
-O co chodzi z tymi Azjatami?
-Nienawidzą MoC od zawsze. Pamiętasz jak dwa, trzy lata temu rebelianci z Korei wbili do Londynu?
-Tak-doskonale to pamiętam. Azjaci przyjechali do Londynu i chcieli zabić królową. Cały kraj modlił się by przeżyć do kolacji. Nawet w Irlandii było o tym głośno. Zginęło wtedy na prawdę wielu ludzi.
-To byli oni. Chcieli zniszczyć królową, ale wywieźli ją z UK a oni chcieli wyżyć się na anglikach. Wszczęli rebelie. Postanowiliśmy wkroczyć do akcji. Pomogliśmy wojsku i dlatego tamci nas znienawidzili. Nie wszyscy dali się złapać. Zostało jakiś dziesięciu, reszta dostała dożywocie. Wyjechali do Korei i wrócą z GS by nas...zabić
-Harry?- zaczęłam się bać, w końcu będą walczyć z ludźmi, którzy postawili w ogni połowę Londynu i zastraszyli cały kraj-zrobisz wszystko by przeżyć, prawda? Dla mnie, siebie i Phoebe
-Będę walczył do ostatniej kropli krwi
-Kocham cię
-Wiem, że nie chcesz tego słuchać, ale pragnę byś wiedziała, że zawsze pozostaniesz cząstką mnie. Zasłużyłaś na szczególne miejsce w moim sercu, miejsce którego nikt inny nie zajmie.
Chwyciłam dłoń, której nie trzymał na kierownicy. Czemu dla mnie zabrzmiało to jak pożegnanie? Ufam mu i wierze, że zrobi wszystko by przeżyć i zniszczyć GS.

~*~

Poczułam jak ktoś podnosi mnie z fotela, lecz byłam zbyt zmęczona by otworzyć oczy. Rękoma owinęłam jego szyję po drodze trącając loki...to Harry. Słyszałam trzask zamykanych drzwi, uprzedziliśmy Eve, że wrócimy późno więc pewnie położyła Phoebe spać. Poczułam jak Hazz kładzie mnie na łóżku, chyba postanowił zrobić to samo ze mną. Zdjął mi buty i przykrył kołdrą. Wyczułam uginający się materac a po chwili rękę na swoim brzuchu i usta na skroni. Uśmiechnęłam się na ten gest i wysiliłam by otworzyć oczy
-Cześć-powiedziałam cicho
-Cześć kochanie. Idź spać, jest już na prawdę późno
Zamknęłam oczy a Harry głaskał mnie po głowie, próbując uspać. Resztkami świadomość wyszeptałam
-Zostań tutaj
-Na zawsze-usłyszałam głos tuż przy moim uchu. 
 
  Pamiętam to miejsce. To park w którym poznałam Harry'ego. Jednak wiele się tu zmieniło. Kwiaty nie są już tak kolorowe a trawa tak zielona. Z ludzi odpłynęło szczęście. Stali się szarzy i niemal bez życia. Moją uwagę przykuł chłopak w szarym kapturze na głowie. On był inny. Już tutaj czułam bicie jego serca, ciepło bijące z jego ciała. Był inny od reszty, było w nim więcej...życia. Mimo to i tak miał smutek na ustach. Podeszłam do niego i siadłam na szarej ławce. Brązowe loki wystawały spod kaptur. To Harry.
-Hazz?
Jego wzrok powędrował na mnie. Tak samo jak wtedy, ma podbite oko.
-Znam cie?
To było niemal jak nóż w plecy a właściwie tysiące noży. Nie pamięta mnie? Czemu?
-Harry to ja Zoe. Nie pamiętasz mnie?
-A powinienem?
Już miałam powiedzieć mu o Phoebe o tym, że jesteśmy małżeństwem, ale pewnie wziąłby mnie na wariatkę.
-Nie-odpowiedziałam smutna i odeszłam.
Z każdym krokiem również z mojego ciała spływał kolor. W pewnym momencie straciłam siłę w nogach i upadłam na zimny chodnik. Jak to możliwe, że nie wie kim jestem? Jak?! Nagle poczułam na sobie czyjąś dłoń. Już miałam nadzieję, że to on, że to Harry. Uśmiechnęłam się i podniosłam głową, ale to nie był on. To była Julie
-Zoe wszystko ok?- zapytała a ja wstałam i rzuciłam się jej na szyję-co się stało?
-Tak bardzo tęskniłam.
-Przecież nie widzieliśmy się pięć minut. Chodź twoi rodzice i Chris czekają na ciebie.
-Chris?- odsunęłam się od niej.
Co tu się do jasnej cholery dzieje? Julie i moi rodzice żyją, Chris gra tego dobrego a Hazz mnie nie zna.
-No tak. Co z tobą?
-Harry mnie nie poznaje
-Kim jest Harry?
-Przecież on...
-Zoe!- zobaczyłam Stonera idącego w moją stronę.
Serce szybciej zaczęło mi bić a gdy mnie przytulił rozpłakałam się. Chciał mnie pocieszyć, ale wyszarpałam się mu i zobaczyłam rodziców. Wysoki, szczupły mężczyzna trzymający niższą od siebie brunetkę za rękę. Podbiegłam do nich i przytuliłam z całej siły. Nie zamknęłam oczu jak to zwykle robiłam. Bałam się, że gdy je otworze oni znikną.
-Mamo...tato
-Co się stało kochanie
Spojrzałam na ich twarze, na twarze Julie i Chris'a a potem na Harry'ego i chłopaków z dziewczynami, którzy do nich podeszli. Louis, Liam z Danielle, Niall i Jenn, Zayn, Drake, Brian...wszyscy żyją. Tylko dlaczego to mnie boli? Boli mnie to, że są cali i zdrowi? Czy może boli mnie to, że mnie nie znają i chyba nie zdołają poznać. Przecież nie podejdę do nich, bo co miałabym powiedzieć? "Hej, pamiętacie mnie? Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi" wyśmialiby mnie. Jedyne co mogłam teraz zrobić to patrzyć na ich szczęście, nawet gdybym w ten sposób miała cierpieć.
Nagle znalazłam się pomiędzy nimi odgrodzona od wszystkiego szklaną szybą. Mam wybierać? Życie z rodzicami, przyjaciółką i facetem, który teraz chyba mnie kocha czy życie z przyjaciółmi i osobą która jest dla mnie najważniejsza? Myśl Zoe. Co będzie jeśli wybierzesz rodzinę? Wszystko może wrócić...rodzice i Julie zginą a ty zostanę sama z tym tyranem. A jeśli wybierzesz tamtą stronę? Zyskasz przyjaciół...niektórzy odejdą, ale reszta będzie przy tobie na dobre i złe. Będziesz miała męża i córkę.
 Ostatni raz spojrzałam na mamę i tatę i wyszeptałam ciche "przepraszam". Skierowałam się w przeciwną stronę i z całej siły pchnęłam szklaną ścianę, która rozsypała się na kawałki. Świat ożył, znów był kolorowy. A to co było za mną zniknęło. Harry podbiegł do nie a ja patrzyłam jak Danielle i Drake zamieniają się w mgłę a zza drzewa wychodzi Phoebe. Miałam racje.Dobrze wybrałam.




-----------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że rozdział mógłby być dłuższy, ale wiecie święta rodzina przyjeżdża a do tego mam dzisiaj urodziny. No właśnie ten rozdział to taki prezent ode mnie dla Was :) 
A wy zróbcie mi prezent i niech pod tym postem będzie więcej komentarzy niż kiedykolwiek xD 
Kocham Was
Mam dla Was pewien film, ale pokaże go dopiero za kilka miesięcy gdy skończę IJAS :)

Kocham
Kasia

PS. Jak tam święta u Was? U mnie C-U-D-O-W-N-I-E <3

PRZYPOMINAM O KONKURSIE KTÓRY TRWA DO 5 STYCZNIA 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 101

Mieliśmy już iść gdy nagle telefon Harry'ego zaczął dzwonić.
-Kto to?-zapytałam
-James-odpowiedział zdziwiony i odebrał-Halo
Patrzyłam na jego powiększające się oczy. O czym on mu mówi? Harry nie krzyczał, nawet nie był zły a przecież gadał z wrogiem. W końcu odłożył komórkę i założył ręce na głowę. Jest źle.
-Czego chciał?
-Chris zabił narzeczoną Pater'a. 
-Co?
-Mieli naradę GS i ona nie wiedziała o żadnym gangu. Myślała, że Peter ją zdradza i poszła za nim a Chris...
Zasłoniłam usta, przytłoczona tym czego się dowiedziałam. Mimo, że nie lubię Peter'a szkoda mi go. Tylko poco James mówi o tym Harry'emu? Głowę zaczynają zaprzątać mi coraz to nowe stwierdzenia. Może oni chcą odłączyć od GS, ale jeśli to zrobią Chris i Dean zostaną sami. Niestety Stoner nie jest na tyle głupi i z pewnością załatwi sobie ludzi, równie silnych i łaknących krwi co James i Peter. Może chłopaki dołączą do nas? Tylko czy bracia będę zdolni do walki przeciw sobie? 
-Ale czemu dzwonili do ciebie?
-Chcą tu przyjechać
-Nie! Mimo wszystko nie możemy im ufać. Tu jest nasza córka. 
-Wiem dlatego zgodziłem się na spotkanie w Londynie.
-Jadę z tobą
-Zoe nie...
-Harry ja już postanowiłam. Phoebe na pewno chętnie będzie chciała pobawić się z Charlie'm-Charlie to syn naszej sąsiadki. Dzieciaki często się razem bawią
-Zwariuję przez ciebie
-Też cię kocham-powiedziałam i pocałowałam go w nos. Szybko zbiegłam na dól i obwieściłam nasze plany. Wszyscy zgodzili się jechać, jedynie Jenn miała wątpliwości. Nie dziwię się jej, ja też mam, ale nie chce puszczać Hazzy samego. Sam urodziła się z bronią w ręku, więc nie miała nic przeciwko. Ubrałam Phoebe i wytłumaczyłam jej naginając trochę fakty, dlaczego musimy jechać bez niej do Londynu. Powiedziałam, że jej tata ma ważne spotkanie i musimy jechać sami a reszta jedzie do domu.
~*~
-Trzymajcie-powiedział Brian i dał nam pistolety gdy byliśmy pięć minut drogi od domu James'a.
Widziałam przejęcie w oczach Jennifer, boi się. Jest twarda, ale teraz nawet ona wymięka.
-Ja, Zoe i Louis pójdziemy do środka wy zostańcie i obserwujcie podwórko-poinformował Harry.
Odetchnęłam głośno i włożyłam dwa pistolety za pasek spodni. Będzie dobrze, myślę.
-Zoe spójrz na mnie-mówi Hazz. Nie będę ukrywać, serce wali mi jak oszalałe-spokojnie, będziesz ze mną i Louis'em nic ni się nie stanie.
Jeśli to miało mnie uspokoić, to nie wyszło. Co jeśli to wszystko jest ustawione? Co jeśli w środku jest GS i jacyś nieznani nam kolesie z bronią? Przecież nigdy wcześniej nie słyszałam o tym, żeby Peter miał narzeczoną.
-Jeśli usłyszycie strzały wchodzicie do akcji.
Zatrzymaliśmy się pod domem Johnson i wyszliśmy z auta. Harry zadzwonił do James'a i powiedział, że jesteśmy na miejscu. Chłopak po chwili wyszedł z domu, ale nie zbliżył się do nas na krok. Też nam nie ufa.
-Wejdźcie
Szedł pierwszy a my obserwowaliśmy każdy jego ruch. Nie możemy dać się zaskoczyć
-Dajcie już spokój. Chris'a i Dean'a tu nie ma
-Gdzie Peter?-zapytałam
-W salonie, on...on chce z tobą gadać.
Spojrzałam na Harry'ego. W jego oczach widziałam niepewność. nie pozwoli mi samej tam iść, nie ma szans. Złapałam go za rękę i poszłam do McCartney. Siedział na kanapie z twarzą okrytą w dłoniach. Słyszałam jego cichy płacz. Oni nie kłamią. Chris na prawdę zabił jego ukochaną.
-Idź-powiedziałam cicho do Harry'ego
-Jesteś pewna?
Kiwnęłam lekko głową a on wyszedł. Powoli podeszłam do chłopaka. Nadal muszę być ostrożna. Może mieć pistolet lub nóż.
-P...Peter?
Spojrzał na mnie. Jego oczy były całe czerwone, ręce trzęsły mu się nieubłaganie. Nigdy nie widziałam go w takim stanie.
-Przepraszam Zoe
-Za co?-byłam pewna, że przeprasza mnie za to co zaraz zrobi, że przeprasza za to, że nie mnie zaraz zabije. Ale nie robi nic. Patrzy na mnie a z jego oczu wylewa się kolejna łza. On cierpi
-Za to, że chciałem rozdzielić ciebie i Harry'ego, za to, że chciałem go zabić. Utrata kogoś bliskiego strasznie boli i teraz to wiem. Błagam wybacz mi za to, że zabiliśmy twoich przyjaciół
Usiadłam obok niego i nie mówiłam nic. Łzy cisnęły mi się do oczy gdy słyszałam każde kolejne wypowiadane słowo. On na prawdę żałuje tego co zrobił
-Wiesz jak tłumaczyłam sobie ich śmierć? Mówiłam, że na ziemi było im źle, cierpieli tu, a Bóg przecież nie chce ty ludzie byli smutni i dlatego zabrał ich do siebie. Do świata gdzie nie ma bólu ani cierpienia.
-Ale Toni była tu szczęśliwa
-Widocznie Bóg potrzebował jej u siebie.
-Nie chcę bez niej żyć
-Nie mów tak-powiedziałam i przytuliłam go
-Odchodzę z GS, James też. Chris na zebraniu mówił coś o powiększeniu gangu. Chcą by RD i jacyś Koreańczycy łączyło się do nich. Moją dojścia do dobrej broni. Musicie działać potajemnie inaczej nie dacie rady.
To nie jest prawda. To nie może być prawda. Musimy wygrać, ale teraz się na to nie zapowiada
-Wiedzą gdzie mieszkamy?
-Nie. Myślą, że jesteście teraz gdzieś na południu. Chris'a i Dean'a nie ma w kraju przez tydzień.
-Gdzie są?
-Pojechali dogadać się z tymi Azjatami
-Musisz powiedzieć o tym reszcie-wybiegłam z pokoju i przyprowadziłam Hazze
Peter opowiedział mu o wszystkim. Zaczynam wierzyć, że możemy się "zaprzyjaźnić". James powiedział o wszystkim Annabeth a ta zgodziła się włączyć do akcji.
-Musicie nam pomóc-powiedziałam
-Co? Nie!-zaprotestował Louis
-Czemu? Zarówno oni jak i my potrzebujemy pomocy.
-Chcesz im zaufać?
-Czasem trzeba zaryzykować
-Harry powiedz jej coś
-Louis moje zdanie jest takie samo. Co myślicie?-Harry zwrócił sie do reszty
-Ja też uważam, że powinniśmy zawrzeć sojusz-zgodził się Brian. To samo zdanie miały dziewczyny i Liam.
-A więc MoC ma trzech nowych członków.
-Annabeth będzie od pilnowania waszej córki-zaśmiał się Louis. O co mu chodzi
-Coś nie tak?!-warknął James
-Chodzi o to, że ona pewnie nawet nie widziała broni na żywo. Albo postrzeli siebie, albo nas. 
-Nauczy się-wytłumaczyłam 
-Jak tak sobie chcecie-syknął i wyszedł. 
Dlaczego się tak zachowuje? Rozumie może im nie ufać, chyba nikt jeszcze tego nie zrobił, ale żeby od razu coś takiego? Na razie nie powiemy im gdzie mieszkamy, nie możemy ryzykować. Raz w tygodniu będziemy się spotykać, ale nie w Londynie, tu jest zbyt...niebezpiecznie. "Niebezpiecznie" to słowo chodzi za mną jak cień. Uciekłam z Dublina, bo coś mi zagrażało, z Londynu ciekłam z tego samego powodu. Ciekawe czy kiedykolwiek znajdę miejsce gdzie będę mogła się zaszyć i być bezpieczna, z Harry'm i Phoebe. 


---------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział 101 WOW :D 
Dobra ten rozdział to taki prezent świąteczny (jutro bym nie mogła dodać, bo mama będzie mnie ganiać, żebym jej pomogła) Kolejny postaram się dodać 25 (moje urodziny :D ) 
Komentujcie plis
I wysyłajcie prace na konkurs.

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 100



_______________________________________________________________________
Oczami Louisa

Tęsknota to mało powiedziane. To co teraz czuje to rozszarpujący od środka ból. Próbuję zapomnieć o tym co się stało, próbuje tłumaczyć sobie jak dziecku, że Julie wróci, ale ona nie wraca. To moja wina, przecież gdybym wtedy się w niej nie zakochał ona wróciłaby do Dublina i byłaby bezpieczna. A tak zginęła wykończona emocjonalnie, tylko dlaczego ja o niczym nie wiedziałem? Jak mogłem przeoczyć to, że ma kontakt z Chris'em? Jak mogłem nie zorientować się, że coś jest nie tak? Może nie chciała mi powiedzieć przez te wszystkie kłótnie? Może one wykańczały ją jeszcze bardziej? Mogłem jej wtedy pomóc, zawsze to robiłem, ale wtedy, w czasie kiedy byłem jej najbardziej potrzebny, nie zrobiłem nic. Gdybym mógł zamieniłbym się z nią teraz miejscami. Wiele razy chciałem odebrać sobie życie, bo nie widziałem sensu istnienia bez niej, ale nie zrobiłem tego. Czemu? Pewnie dlatego, że Bóg chce bym żył z myślą, że to ja ją zabiłem. A to jest jeszcze gorsze niż śmierć. Gdy przypomnę sobie jacy kiedyś byliśmy szczęśliwi, uśmiech sam wkrada mi się na twarz. Tysiące pocałunków, miłe słowa, pierścionek, planowanie ślubie. A potem kłótnie, wyzwiska, zerwanie zaręczyn i śmierć nas obojga. Ona odeszła ciałem a ja duszą. Nie pogniewałbym się gdyby zabili mnie na tej wojnie, wcześniej jednak musiałbym się upewnić, że Chris i jego banda pójdą w moje ślady. Najpierw zniszczymy Molly, niech Dean się męczy tak jak ja, a potem wykarczujemy resztę.
Nagle usłyszałem jak ktoś wchodzi do salonu. Wszyscy poszli spać, więc zostałem tylko ja.
-Louis?-to Harry
Podniosłem na niego wzrok. Czemu mi się tak w życiu nie poszczęściło?
-Stary co jest?
-Nic-powiedziałem i znów schowałem twarz w ręce, w miejsce gdzie mogłem wolno myśleć.
-Znam cię nie od dziś, widzę, że coś jest nie tak. Mów co cię dręczy
-Julie-powiedziałem cicho.
-Julie?
-Czemu nie mogę mieć takiego życia jak ty? Piękna żona, córka, dom...
-I mordercy na karku?-dokończył-Louis, nie pozwoliłbym, żebyś miał takie życie. Codziennie bał się o swoją rodzinę. Przytulał żonę tak, jakbyś to robił ostatni raz. Tłumaczył córce dlaczego nie było cię tyle lat. Martwił się zostawiając dziewczyny w innym pokoju. Czasem nie wiesz jak bardzo chce iść do GS i ich zabić, ale nie mogę, bo mam rodzinę, której jestem potrzebny. Teraz muszę myśleć nie tylko o sobie. Nie mogę myśleć impulsywnie. Każdy ruch muszę przemyśleć, bo jeśli tego nie zrobię wszyscy na których mi zależy, zginą.
-Ale ty masz przynajmniej dla kogo żyć
-A ty żyj by wkurwić innych. Żyj dla Julie, na pewno nie chciałaby żebyś się poddał. Nie pozwól by jej śmierć poszła na marne.
-Dzięki Harry
-Przyjaciołom się pomaga-powiedziałam z uśmiechem-idź już spać.

_____________________________________________________________________________
Oczami Zoe

Leżałam w łóżku gdy do pokoju wszedł Harry. Bez słowa położył się obok mnie i ułożył głowę na moim brzuchu. Wtopiłam ręce w jego loki.
-Harry?
-Hmmm
-Kiedy zamierzacie...
-Nie wiem-nie dał mi dokończyć. Dobrze wiedział o co chcę zapytać
-Kocham cię
-Ja ciebie też. Zoe, co powiesz na odnowienie przysięgi w kwietniu?
Uśmiechnęłam się na samą myśl o ślubie.
-Idealnie
-Będziemy mieli mnóstwo czasu by wszystko zorganizować
-Tym razem nie zobaczysz mojej sukni
~*~
Obróciłam się na lewy bok by przytulić się do Harry'ego, ale go już nie było. Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek. 11:38. Powoli siadłam na łóżku i potarłam bolącą głową. Po co ja tyle wczoraj piłam? Miałam już wstawać, ale nagle po pokoju wpadł Hazz i rzucił się szczęśliwy na łóżko
-Z czego się tak cieszysz?
-Jedziemy do Rio
-Wiem
-Ale za dwa dni
-Co?
-Gadałem z Jenn i Niall'em i powiedzieli, że chętnie wezmę Phoebe na kilka dni. Mała też się zgodziła
-Ale za dwa dni?
-No-pokiwał głową. Od dawna nie widziałam go tak szczęśliwego-GS nie wiedzą gdzie mieszka Horan więc nic im nie grozi
-Ale...
-Nie ma żadnego "ale" obiecałaś mi
Uśmiechnęłam się do niego i mocno go przytuliłam. A więc jedziemy do Rio de Janeiro.
-Chłopaki tu zostają do naszego wyjazdu?
-Nie, wszyscy prócz Niall'a i Jennifer jadą dzisiaj do domu. Chcesz coś do jedzenia?
-Nie
-Na pewno?
-Tak
Położyłam się i szarpnęłam Harry'ego za rękę by zrobił to samo.
-Musisz coś zjeść
Zaśmiałam się. Powinno mnie to wkurzyć a nie rozśmieszyć. Może już tak bardzo irytuje mnie jego nadopiekuńczość, że staje się to dla mnie śmieszne?
-Kochanie-spojrzałam mu w oczy-jeśli będę głodna to przysięgam, że będziesz pierwszą osobą, która się o tym dowie, Ok?
-Ok
-Co będziemy dzisiaj robić?
-A na co masz ochotę?
-Nie wiem
-Może pójdziemy do ogrodu z Phoebe? Albo spędzimy cały dzień przed telewizorem pod kocem?
-Możemy iść na dwór a potem ogrzewać się na kanapie
-Świetny pomysł
-Idziemy do kuchni?
-A jednak głodna
-Spragniona
Mieliśmy już iść gdy nagle...


----------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział krótki a to nie dlatego, że nie mam czasu czy coś, tylko dlatego, że strasznie źle się czuję. Boli mnie głowa, oczy i kręci mi się we łbie :C
Już dzisiaj IJAS przekroczy 200 000 wyświetleń *o*
co do tego rozdziału to początek jest smutny, bo pisałam go wczoraj a wczorajszy dzień nie był najlepszy...
Przypominam o konkursie, który trwa do 5 stycznie (nie mam jeszcze żadnych prac :C)


Kocham
Kasia


wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział 99

Śmialiśmy się i wpatrywaliśmy się w kolory na niebie. Nagle Jenn oderwała mnie od Hazzy i przytuliła.
-Hej kochanie-krzyknęła
-Cześć
-To jest Sam, dziewczyna Brian'a-przestawiła mi ciemnoskórą kobietę
Przywitałam się ze wszystkimi i zaczęłam składać im życzenia. W Miami nie świętowaliśmy aż tak hucznie. Spojrzałam na Phoebe pocierająca oczy
-Chcesz iść spać?-zapytałam
Dziewczynka pokiwała głową. Wzięłam ją na ręce i zaniosłam do jej sypialni. Położyłam ją na łóżku a ona w mgnieniu oka zasnęła. Zeszłam do salonu gdzie cała szósta już piła alkohol. Niall cały czas wymieniał pocałunki z Jenn a Sam opierała głowę o ramię Brian'a. Podeszłam do nich i usiadłam Harry'emu na kolana a on mnie objął
-Ale z was piękna para-powiedziała Sam
Oboje z Harry'm zaczęliśmy się śmiać. Mimo, że czasami się kłócimy też tak myślę.
-Może wzniesiemy toast?-zaproponował Hazz-za życie...i za miłość
Co miał na myśli mówiąc "za życie"? Nie mogę się nad tym zastanawiać, nie teraz. Podniosłam kieliszek z wódką i wypiłam do dna.

-Czemu nie mówiliście, że przyjedziecie?-zapytałam
-To miała być niespodzianka-odpowiedział Lou
Po jego wyglądzie widać, że od kilka dni nie śpi. Czuję od niego papierosy, czyżby znów zaczął palić? Ale czemu? Julie umarła już tak dawno.
-Pomyślcie co by było gdyby Julie i Danielle żyły. Siedzielibyśmy teraz tutaj wszyscy, śmialibyśmy się i całowali-powiedział pijany Liam-brakuje mi ich
-Nie tylko tobie Li-przytuliłam się do niego i z trudem powstrzymałam łzy na myśl o postrzelonej Dan i powieszonej Julie. Nagle wszyscy zamilkli. Nie wiem czy Sam wie o GS więc lepiej nie będę nic mówić.
-Pokonamy ich. Śmierć tamtych nie pójdzie na marne-odezwała nie ciemnoskóra.
A jednak wie. Brian powiedział jej o wszystkim.
-Znałaś ich?-zapytałam.
-Drake i Dan tak, ale Jul była mi obca
-Jul-wyszeptał Louis-zawsze tak do niej mówiłem.
-Dobra koniec tych smętów. Mamy Nowy Rok musimy się bawić-krzyknął Hazz choć dobrze wiem, że on również nie pogodził się ze śmiercią przyjaciół.
-Masz racje-zgodził się Tommo i wypił do końca swojego sampana.
-Mam dla was coś jeszcze. Zorganizowałem dla nas najlepszą broń jaką robią w Anglii. Będziemy uzbrojeni po zęby. GS nie dadzą nam rady-Brian się zaśmiał i rozlał alkohol ja podłogę 
-Myśleliście nad James'em?-zapytałam
-Co z nim?
-No wtedy jak mnie uratował
-Może chciał cię przerznąć, ale Harry się zjawił. Bądźmy szczerzy do brzydkich nie należysz. Gdybyś nie była ze Styles'em a ja nie poznałbym Julie to chętnie bym do ciebie zagadał-wszyscy zaczęli się śmiać. Wszyscy prócz mnie i loczka. Widziałam zaciskające się ze złości pięści Hazzy. Uciekaj Lou. Nagle wybuchł. Pociągnął Louisa za koszulkę i patrzył na niego ze wściekłością
-Ale ja poznałem Zoe a ty poznałeś Julie i czasu nie cofniesz!-warknął
-Stary uspokój się. Powiedziałem tylko, że jest niezła-to przez tą wódkę. Inaczej Lou nigdy by tego nie powiedział, jednak Harry'ego to nie interesowało. Rzucił się na niego a ja próbowałam go oderwać. Promile w jego krwi działały na moją korzyść. Niall pomógł mi go wywlec na dwór
-Co ty odwalasz?!-krzyknęłam
-No co? Słyszałaś co on mówił?
-To nie jest...
-To jest idealny powód! Ty też byś się wściekła gdyby jakaś laska mówiła, że chętnie by się za mnie wzięła.
-Harry!
-No co? Może nie?!
-Nawet w takim dniu musimy się kłócić. Powiem jedno, niepotrzebnie jesteś zazdrosny. Niech sobie mówi, dobrze wiesz, że kocham tylko ciebie.
-Przepraszam! Po prostu mam dosyć tego wszystkiego. Jesteś moja i tylko moja. Nikt nie ma prawa nawet myśleć o tobie w sposób w jaki mogę myśleć tylko ja.
-Harry-podeszłam do niego i położyłam dłoń na jego policzku-mój zazdrośnik.
-Kocham cię, wiesz?-powiedział słodko
-Wiem kochanie.
Przyciągnął mnie do siebie i zamknął w uścisku. Słyszałam bicie jego serca. Tak spokojne, jakby chwilę temu nic się nie stało.
-Chodźmy do środka. Zimno tutaj-Zaproponował
-Nie chce. Chce być tylko z tobą-oplotłam go mocniej. Czułam jak jego klatka drży pod wpływem śmiechu.
-Dobrze, pójdę tylko po kurtki i koce.
-Weź coś do picia
Uśmiechnął się i odszedł a ja w śniegu odnalazłam ławkę i odgarnęłam z niej biały puch. Po chwili zobaczyłam Hazze z kocami, bluzami i butelką szampana. Nie do końca chodziło o takie picie, ale i tak może być. Ubraliśmy kurtki i usiedliśmy, przykrywając się.
-Nie pytali czemu chcemy być sami?
-Nie. Chyba nawet nie zauważyli jak zabrałem im alkohol.
-Co jest twoim największym marzeniem?
-Hmmm, żeby tobie i Phoebe nigdy niczego nie zabrakło i żebyście były szczęśliwe, zawsze i wszędzie. A twoje?
-Żebyś zawsze był przy nas...ciałem.
-Chciałabyś lecieć do Rio?-nie podobała mi się jego nagła zmiana tematu.
-Do Rio? Z Phoebe?
-Bez małej. Może chciałaby lecieć do Hiszpanii z Niallem i Jenn. A wtedy my będziemy mieli trochę prywatności.
-No nie wiem
Pocałował mnie w policzek tak delikatnie, że ledwo poczułam.
-Zgódź się-patrzał na mnie tymi swoimi zielonymi oczami
-Ale nie będziesz zazdrosny kiedy jakiś facet do mnie podejdzie? Nie będziesz chciał go zabić?
-Obiecuję
Patrzyłam na niego podejrzliwie. Wierzyć mu? Kiedy obiecał, że przestanie ćpać i palić dotrzymał słowa, ale nie jestem pewna czy teraz też tak będzie. Wziął mnie za biodra i posadził sobie na kolanach a ja opadłam na jego klatkę piersiową. Całował mnie po czubku głowy.
-Przysięgam będę grzeczny-przygryzł moje lewe ucho
-Chyba ci nie wierze
-Musisz mi zaufać. Tak jak zaufałam gdy pierwszy raz zabrałem cię do siebie. Bałaś się, ale ja dałem cie bezpieczeństwo. Teraz też tak będzie. Od dzisiaj nie będę się wściekał. Będziesz moją królewną a ja twoim rycerzem, który chroni się przed smokiem
-Tym smokiem będzie Chris, prawda?
-Tak. Wiesz co dzieję się w takich bajkach na koniec?
-Smok ginie a królewna i rycerz żyją razem długo i szczęśliwie.
-Dokładnie





------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem krótki rozdział. Nie mogę pisać dłuższego, bo muszę uzupełnić biologie i nauczyć sie na test z historii. Ważne, że jest :) 
Na tt pojawiły się już konta Zoe, Hazzy i Phoebe prowadzone przez czytelników <3 
Tu macie linki 

Przypominam o KONKURSIE! Szczegóły na górze po prawej. 

Chciałabym Wam jeszcze podziękować. Wiem, że ostatnio często to robię, ale naprawdę mam za co. Prawie 200 tys. wyświetleń, 3200 komentarzy i odbiorcy niemal na całym świecie <3 Nigdy nawet o czymś takim nie marzyłam. A to wszystko w zaledwie 8 miesięcy 

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Twitterowi bohaterowie

A więc wczoraj pewna dziewczyna stworzyła twitter'owe konta Zoe i Hazz <3 Osobiście jestem zachwycona, bo wasze angażowanie się w sprawy bloga są dla mnie miłe. Jeśli chcielibyście stworzyć konta reszty bohaterów to proszę bardzo i wyślijcie mi link to zamieszczę je tutaj :) 




niedziela, 15 grudnia 2013

UWAGA KONKURS

Tak sobie właśnie czytam książkę i wpadłam na wydaje mi się niezły pomysł. 
Konkurs będzie polegał na przedstawieniu jakiejś scenki z IJAS. Technika dowolna. Może to być rysunek, praca komputerowa, filmik, piosenka, wiersz co tylko chcecie. Nie martwcie się nie będzie wybierać tylko prac komputerowych bo wiem, że to jest nie fair. Wszystkie prace opublikuje tutaj a 3 najlepsze nagrodzę. Nie mam jeszcze pomysłu jak xD 
A WIĘC DAWAJCIE POMYSŁ NA NAGRODĘ DLA ZWYCIĘZCÓW.  
Mam nadzieję, że zaangażujecie się w ten konkurs. 
Gotowe prace wysyłajcie do mnie na e-mail kasia695@onet.pl do 5 stycznia (myślę, że tyle czasu wystarczy) I powtarzam jeszcze raz...nie przejmujcie się, że ktoś z Was wyśle rysunek a inny prace komputerową. Wiem jak się czuje osoba, która przegra w takim "ustawionym" konkursie więc pewnie wybiorę najlepszą z komputerowych, rysunków i tych pozostałych. 
DAWAJCIE POMYSŁ NA NAGRODĘ DLA ZWYCIĘZCÓW.  

Zapraszam do udziału :)
Kocham 
Kasia

Rozdział 98

Dni mijały a nasze życie trochę się uspokoiło. Z Harry'm dużo rozmawiamy i już prawie się nie kłócimy.
-I co z tym naszym ślubem?-usłyszałam głos męża
-Nie wiem czy jestem teraz w stanie myśleć o tym wszystkim.
Widziałam porażkę na jego twarzy. Nie chce by był smutny.
-Ale obiecuje, że odnowimy tę przysięgę.
-Nie zostało nam dużo czasu
-Co?
-Wiesz, że z tą bitwą nie będziemy czekać wiecznie
Spuściłam wzrok i nie wiedziałam co powiedzieć. Przecież teraz jest najgorszy czas na to...a może najlepszy? Kto wie co stanie się jutro? W naszym życiu nic nie jest pewne, nawet to czy dziś wieczorem zjem kolację z Harry'm, czy też będę tłumaczyć córce gdzie jest jej ojciec.
-Idę ćwiczyć
-Dobrze-nachylił się nade mną i pocałował mnie w usta. Odprowadziłam go wzrokiem do drzwi. Miałam nadzieję, że dostanę chwilę czasu do przemyślenia paru kwestii, ale do sypialni wbiegła Phoebe i położyła się na miejsce Harry'ego.
-Co tam u ciebie-zapytała na co ja się zaśmiałam. Zawsze pyta mnie o to rano
-Dobrze a u ciebie
-Też dobrze. Mamo są jakieś ciasteczka?
-Wątpię.
-Szkoda
-Jeśli chcesz to możemy zrobić
-Tak!-krzyknęła z entuzjazmem
-A więc ubieraj się. Pójdziemy do sklepu
Obie wstałyśmy z miękkiego łóżka i poszliśmy do łazienki. Umyślmy zęby i uczesałyśmy się. Phoebe pobiegła po jakieś swoje rzeczy, a ja w międzyczasie nałożyłam luźną, czarną sukienkę do kolan i grube rajstopy. Mimo, że jest zima lubię chodzić w kieckach. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi a chwile potem w progu stanęła Phoe. Miała na sobie czarne dżinsy, białą koszulkę i krwisto czerwoną koszulę w kratkę. Rażąco podobną do tej Harry'ego.
-Gotowa?-zapytałam
-Tak. Ładnie wyglądasz
-Dziękuje ty też.
Zeszłyśmy na parter i zaczęłyśmy ubierać buty
-Poczekaj chwilę
Szybko podbiegłam do piwnicy, w której ćwiczy Hazz. Akurat podnosi ciężary.
-Harry?
Odwrócił się w moją stronę. Jego twarz lśniła od potu
-Idziemy z Phoebe do sklepu, chcesz iść z nami?
-Muszę się umyć.
- Dobra więc pójdziemy same, zaraz wrócimy.
-Uważajcie na ciebie
Wróciłam do córki, która wstała już w kurtce i czapce. Szybko zarzuciłam na ramiona płaszcz i wyszłyśmy. Szłyśmy powoli po ubitym śniegu, który nieprzyjemnie zgrzytał pod butami. Otaczały nas niemal jednakowe domy z różnokolorowymi ozdobami na podwórku i okach oraz pięknymi lampkami na dachu. Dzisiaj Sylwester, ale sklep na pewno jest otwarty. Po pięciu może dziesięciu minutach jesteśmy na miejscu. Phoebe rozgląda się dookoła. Wita nas miła kobieta mniej więcej w moim wieku.
-Co podać?-pyta
-Phoebe jakie ciastka chcesz?
-Czekoladowe-uśmiechnęła się do mnie pogodnie
-Proszę tu nasz jednego, możesz spróbować-kasjerka imieniem Lucy, bo tak miała napisane na plakietce podała małej koszyczek z ciastami z którego dziewczynka wybrała jedno
-Poproszę mleko i kakao
-Ile ma lat?-Zapytała gdy podała mi produkty
-Pięć
-Otwarta jak na tak młody wiek
-Jest przyzwyczajona do nowych twarzy.
-Czy pani jest....
-Nie-zaśmiałam się, ale byłam zła. Jak mogła pomyśleć, że jestem dziwką?!Chodziło mi o to, że w ciągle poznaje naszych znajomych i nie wstydzi się nowych twarzy.
Nagle usłyszałam otwierające się drzwi i zimno na moim ciele, które zaraz zastąpiły czyjeś ręce
-Hej-to Harry. Już miałam mu powiedzieć o tym co chwilę temu miało miejsce, ale stwierdziłam, że bez sensu jest o tym mówić tutaj.
-Kupiłyście wszystko?
-Tak-położyłam na ladzie pieniądze i zabrałam zakupy piorunując kobietę wzrokiem. Widziałam jak uśmiecha się do Harry'ego. Nawet nie wysiliła się spojrzeć na mnie gdy jej dziękowałam. I to mnie bierze za sukę? Bezczelna. Pociągnęłam Harry'ego z stronę drzwi i wyszliśmy.
-Zazdrosna?-zapytała z nutką rozbawienia w głosie
-Widziałeś jak ona na ciebie patrzy?
-Musisz się przyzwyczaić, że masz zabójczo przystojnego męża-zaśmiał się
-Ona niemal rozbierała cię wzrokiem
-A ja chcę rozebrać ciebie-powiedział mi do ucha by Phoebe nie usłyszała.
Momentalnie się zarumieniłam, ale zwaliłam winę na mróz. Harry śmiał się całą drogę do domu, przytul mnie i całował w policzek. Co on kombinuje? Gdy tylko weszliśmy do mieszkania Harry pobiegł do kuchni a my poszliśmy za nim. Gdy go znalazłyśmy, pewny siebie, ale i trochę tajemnicy podszedł do mnie i zza pleców wyciągnął ogromny bukiet czerwonych róż.
-Z jakiej to okazji?
-Nie wiem czy pamiętasz, ale kilka lat temu byliśmy w Paryżu i...
Rzuciłam mu się na szyję na dając dokończyć. Przez ten cały zgiełk wokół nas zapomniałam, że dziś jest rocznica naszych zaręczyn. Wpiłam się w jego usta a Phoebe patrzyła na nas z uśmiechem.
-Możemy robić już te ciastka?-przerwała nam
Oderwaliśmy się od siebie i rozłożyliśmy na stole stolnice. Zrobiliśmy ciasto i zaczęliśmy wycinać z niego różne wzorki. Mąka była po prostu wszędzie. Z Harry'm co chwile wymienialiśmy pocałunki. Mówiłam kiedyś, że on jest nieobliczalny? Kilka dni temu kłóciliśmy się i byliśmy na siebie wściekli a dziś jesteśmy najbardziej zakochaną parą na świecie.
~*~
-Mamy jakiegoś szampana na wieczór?-Zapytałam gdy razem z Harry'm siedzieliśmy na sofie a Pheobe bawiła się u siebie
-Tak, kupiłem ostatnio.
-Nie wierze, że jesteśmy razem już tyle lat.
-Ja też. Najdłuższy związek
w moim życiu.
-Mój też-uśmiechnęłam się do niego i oparłam głowię o jego ramię
-W piwnicy znalazłem kilka lampionów szczęścia. Możemy je dzisiaj puścić.
Zgodziłam się z jego propozycją. Przez kilka godzin nie robiliśmy kompletnie nic. Cały czas siedzieliśmy w salonie oglądając jakieś ckliwe seriale.
~*~
Zostało już tylko pół godziny do 24:00. Na wszystkich kanałach pokazują wielkie imprezy sylwestrowe. Weszliśmy całą trójką na podwórko i odpaliliśmy ogień w lampionie szczęścia.
-Niech wszystko będzie już zawsze będzie tak jak teraz-powiedzieliśmy z Harry'm niemal jednocześnie i wszyscy wypuściliśmy z go z rąk. Patrzyliśmy jak się unosi i rozświetla niebo. Nagle usłyszeliśmy wielki hałas w domu a do ogrodu za domem wpadli chłopaki i Jennifer. Nie wierzyłam, że ich widzę. Stęskniłam się za nimi. Louis podał Phoebe sztucznego ognia. Dziewczynka była zachwycona. W pewnej chwili wszyscy z domów wyszli na dwór i zaczęło się wielkie odliczanie
-10...9...8...7...-krzyczeliśmy-6...5...4...3...2...1...NOWY ROK
Momentalnie niebo rozbłysło tysiącami kolorów. Nie zdążyłam wypić nawet łyka alkoholu, bo Harry wziął mnie na ręce i zaczął namiętnie całować.






-----------------------------------------------------------------------------------------------
Taki jakiś całuśny jest ten rozdział xD "całuśny"...boże jakich ja słów używam xD
 Dobra mniejsza o to :)
Chciałabym Was prosić, aby każdy skomentował ten rozdział. Chce wiedzieć ile osób nie ma mnie gdzieś...nie no żartuje, ale komentujcie, bo chce wiedzieć ile osób czyta a nie tylko wchodzi tak sobie.
PISZCIE SZCZERZE. Fajnie jest czytać Wasze komentarze...tak czytam je wszystkie bez jakichkolwiek wyjątków.
Zaraz zrobię aktualizacje w Libster Awards. Dziękuje Wam za nominacje <3

piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział 97


Harry'ego już od kilku godzin nie ma w domu. Jeszcze nigdy tak bardzo się o niego nie bałam. Nerwowo siedziałam z kuchni i próbowałam dodzwonić się to do Hazzy, to do Louis'a i reszty. Phoebe niedawno poszła spać więc nie widzi co przechodzę. Napisałam już chyba setkę SMSów i nie dostałam ani jednaj odpowiedzi. Najgorsze jest to, że nie mogę zrobić zupełnie nic. Bo niby co miałabym zrobić? Londyn jest za daleko bym jechała taksówka a poza tym nie zostawię córki. Kiedy byłam już na skraju załamania usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi wejściowe. Miałam gdzieś czy to Harry czy Chris, który właśnie przyszedł mnie zabić. Siedziałam przy stole zasłaniając twarz rękoma.
-Zoe?-nagle usłyszałam cichy głos. To Harry

_______________________________________________________________________

Oczami Hazzy

Nie patrzyła na mnie. To bolało jeszcze bardziej niż kopniak w brzuch.
-Wszystko ok?
-Idź stąd-płacze
-Przepraszam
Wiem, że tym "przepraszam" tylko się pogrążam, ale co mam jej powiedzieć?
-Przepraszam?-podniosła głowę a ja zobaczyłem jej czerwone oczy-Bez słowa wyszedłeś z domu i zostawiłeś nas tu same. Poszedłeś przywitać się ze śmiercią? Po cholerę wróciłeś skoro tak bardzo nas już nie chcesz?
Nie mogę tego skruszeć. Podbiegłem do niej i padłem przed nią na kolana.
-Jak możesz mówić, że was nie chce?
-Zastanowiłeś się jak bardzo się o ciebie bałam? Phoebe pytała gdzie jesteś, kiedy wrócisz, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. Czemu ty mi to robisz?-widziałem nową dawkę łez w jej oczach.
Wziąłem ją za rękę, której o dziwo nie zabrała. Wpatrywałem się w nią w głowie układając słowa. Po co ja tam jechałem? Po co tak ryzykowałem? Miało być pięknie a jak zwykle spieprzyłem wszystko.
-Zoe przepraszam. Wiem, że jestem kretynem i teraz mnie pewnie nienawidzisz, ale proszę cię wybacz mi. Spójrz na to wszystko. Mam piękny dom, córkę i siebie. Nie możemy tego zniszczyć.
-Wiesz co jest najgorsze? Że wtedy jak cię nie było, chciałam spakować twoje rzeczy i wywalić je z domu. Wiesz czemu tego nie zrobiłam? Za bardzo cię kocham i za bardzo mi na tobie zależy bym od tak wymazała cie z pamięci. Dziś poszedłeś najgorszą z możliwych ścieżek i dobrze o tym wiesz, ale pamiętaj również, że ja zawsze ci wybaczę, ale nie zawsze zapomnę.
Powiedziała i od tak odeszła zostawiając mnie samego za posadzce w kuchni. Iść za nią, czy nie?

_______________________________________________________________________________
Oczami Zoe

Leżałam sama w wielkim łóżku. Próbowałam zasnąć, ale to na nic się zdało. Przez pół nocy wpatrywałam się w pustą przestrzeń nad sobą. Dopiero około 2:30 zdołałam zamknąć oczy.
Krew, pełno krwi. GS i MoC. Jedni przeciwko drugim. Widziałam Chris'a. Był wściekły, że jednak mnie wtedy nie spalił. Patrzył za mnie z taką nienawiścią, że przysięgam gdyby mógł swoim spojrzeniem miażdżyc, już dawno leżałabym rozgnieciona na ziemi. Nagle zobaczyłam jak wyciąga broń. Uśmiecha się do mnie złowrogo i oddaje strzał. Pocisk był już chyba metr ode mnie kiedy świat się zatrzymał a ja zamieniłam się z Harry'm za miejsca. Teraz to ja patrzyłam jak nabój przebija jego pierś. Zaczęłam krzyczeć i podbiegłam do niego. Ledwo oddychał, ale jeszcze resztkami sił powiedział krótkie "kocham cię" i zasnął, na wielki.
-Zoe-w tym momencie się obudziłam. Z moich oczu leciały łzy. Ktoś przytulił mnie do siebie i próbował uspokoić oraz dowiedzieć się co się stało. Ja jednak byłam zbyt roztrzęsiona by mówić cokolwiek. Płakałam jeszcze bardziej gdy zobaczyłam Harry'ego. Przycisnął moje ciało bliżej swojego a ja zamknąłem w dłoniach jego koszulkę.
-Cichutko. Już tu jestem kochanie. Nic ci nie grozi. Cichutko
Te słowa trochę mnie uspokoiły, ale nadal cała się trzęsłam. Jeśli przez głupi sen jestem w takim stanie, to co będzie gdy Harry'emu naprawdę coś zagrozi?
-Spójrz na mnie-wyszeptał gdy moje ręce przestały drżeć. Powoli podniosłam wzrok. Mimo, że poznałam jego głos, bałam się, że zobaczę Stonera...całe szczęście, go tam nie było. Ujrzałam przerażoną twarz mojego męża. Jego zaszklone oczy wpatrywały się we mnie.
-Płaczesz?-zapytałam
-Nie wiedziałem co się jest. Płakałaś przez sen, trzęsłaś się a ja nie mogłem nic zrobić-Objął mnie i położył na głowę na poduszce-Kocham cię. Przepraszam za to co zrobiłem. Byłem id...
-Przestań
-Co ci się śniło?
Na samą myśl o tym znów zaczęłam płakać. To co może stać się za kilka miesięcy prześladuje mnie coraz częściej. Nie wiem czemu, ale gdy Harry zadął mi to pytanie zaczęła narastać we mnie niesamowita złość. Zupełnie jakby pytał o to setny raz.
-Zoe?-powiedział łagodnie
-Że zginąłeś! Chris cię zabił a ja nie umiałam ci pomóc! Harry ja już wariuje, nie mogę spać a może się boje, nie wiem. Wiem tylko to, że codziennie śni mi się to samo. Znikasz albo umierasz. Ja nie dam rady żyć normalnie gdy ty zginiesz. Nie jedź na tą akcje z MoC. Zostawcie GS przecież niewiedzą gdzie jesteśmy.
-Prędzej czy później nas znajdą i wtedy wszystkich nas zabiją
-Wiesz co? Jeśli zginiesz to ja chce umrzeć jeden dzień wcześniej by nie móc cierpień po utracie osoby, którą kocham
-Nie mów tak
-Ale tak będzie! Nie chce żyć bez ciebie a ty nie robisz nic bym nie musiała!
Krzyknęłam i pobiegłam do łazienki.

______________________________________________________________________________
Oczami Harry'ego

Ruszyłam za nią, ale było już za późno. Zu zamknęła drzwi na klucz.
-Zoe?
Zero odpowiedzi. Przystawiłem ucho do drewnianej powłoki i nic. Cisza. Zacząłem walić w nie z całej siły. Serce zaczęło mi bić szybciej. Byłem wściekły. Gdybym wczoraj nie pojechał teraz siedzieliśmy w salonie w swoich objęciach i oglądali jakiś nudny film.

-Zoe do cholery!
Odsunąłem się na metr lub dwa i kopnąłem z całej siły. Powtórzyłem ten ruch jeszcze raz, gdy drzwi w końcu uległy. Wbiegłem do łazienki i zobaczyłem Zoe stającą przy zlewie.
W ręku trzymała ostrze. Na szczęście zdążyła zadać tylko jedno cięcie. Chwyciłem ją za nadgarstki i nie pozwoliłem kontynuować
-Jak chcesz się ciąć, to masz-wyciągnąłem do niej moją rękę-spójrz mi w oczy i zadaj tyle ran ile zadałabyś sobie
Jej głowa opadła mi na klatkę.
-Nie skrzywdzę cie tak
-Krzywdzisz mnie okaleczając siebie
-Ale Harry
-Tutaj nie ma "ale" Zu. Musisz mi przysiąc, że już nigdy więcej tego nie zrobisz. Musisz.
-O...Obiecuje
-Na pewno?
Pokiwała głową i spojrzała mi w oczy. Z pewnością zobaczyła troskę, ból i strach, bo właśnie to czułem. Nie chce jej teraz dobijać, ale...ale będzie jeszcze gorzej niż jest teraz. Będziemy cierpieć jeszcze bardziej niż w obecnym momencie. Ból będzie zżerał nas od środka a ja nic na to nie poradzę. Mogę jedynie to opóźnić.





----------------------------------------------------------------------------------------

Wiem, że ostatnio rozdziały są krótkie, bo cały czas ktoś mnie wygania od komputera i nie mam jak pisać dalej :C Mam nadzieję, że się Wam podoba :)

Ostatnio dodałam rozdział na Oblivion więc zapraszam http://oblivion-harrystyles-fanfiction.blogspot.com/

wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 96

~*~
-Mamo pójdziemy dzisiaj na spacer? -zapytała Phoebe gdy wszyscy siedzieliśmy w salonie
-Jasne-odpowiedziałam
-Ja nie mogę-powiedział Harry
-Czemu?
-Wiesz czemu
-Phoebe możesz nas na chwilę zostawić?-zapytałam
-Ale ja chce obejrzeć-powiedziała pokazując na telewizor
Wzięłam Harry'ego za rękę i poprowadziłam do kuchni. Byłam zła, a może po prostu smutna? Nie wiem, ale to uczycie roznosiło mnie od środka. Jak mam mu powiedzieć, że nie może dalej tak być? Wiem, że musi ćwiczyć, ale zaniedbywanie rodziny nie wchodzi w grę.
-Czemu?-zapytałam
-Co czemu?
Udaje głupiego czy na prawdę nie wie? Odsunęła się od niego i oparłam o ścianę. 
-Rozumiem, że musisz ćwiczyć i nie mam nic do tego
-Ale?
-Ale pomyśl jak poczuła się Phoebe gdy powiedziałeś, że nie idziesz?-spuściłam wzrok na ziemię
-Ona czy ty?
Powoli podniosłam głowę i spojrzałam z gniewem w jego oczy. Nie przewidział również jak ja poczuję się teraz. Zmienił się, to pewne. Te pięć lat doszczętnie go odmieniło. Kiedyś by mi czegoś takiego nie powiedział. Podszedłby do mnie i pocałował w usta a ja od tak bym zapomniała o wszystkim złym co zrobił. Jednak teraz jest inaczej. Wiem, że mnie kocha, ale czy to uczucie jest tak samo mocne jak kiedyś? Nie mam ochoty się z nim kłócić a tym bardziej nie przy Phoebe. Nie mówiąc ani słowa ruszyłam w stronę wielkich schodów prowadzących na górę. Byłam już chyba na drugim czy trzecim stopniu kiedy poczułam rękę Harry'ego okalającą mój nadgarstek. Pociągnął mnie w dół w wyniku czego wpadłam mu w ramiona.
-O co ci chodzi?-powiedział patrząc na mnie z góry
-Bo ty się zmieniłeś Harry. Nie jesteś taki jak kiedy. Wiem, że chcesz nas chronić, ale olewając nas nic nie zdziałasz-odpowiedziałam drżącym głosem.
Czułam jak się ode mnie odsuwa. Widziałam to coś w jego oczach czego nie umiem wytłumaczyć, ale zdążyłam zauważyć, że pojawia się zawsze kiedy przez niego jestem smutna. Teraz jestem na siebie zła. Po co ja to powiedziałam? 
-Harry ja nie chciałam tego powiedzieć
-Powiedziałaś to co myślisz-uśmiechnął się sztucznie-szkoda tylko, że teraz to ty nie pomyślałaś o moich uczuciach. Kocham was najbardziej na świecie i kto jak kto, ale ty wiesz powinnaś wiedzieć o tym najlepiej
I co mam teraz zrobić? Rozpłakać się, przeprosić, czy uciec? Ja...ja nie wiem. Warga zaczęła mi drżeć i coś ścisnęło mnie za gardło. Teraz na pewno nic nie powiem. Odwróciłam się i pobiegłam do łazienki. Nie słyszałam jego kroków. Nie biegł za mną, jak to zawsze miał w nawyku robić. Gdy usiadłam na skraju wanny usłyszałam trzask drzwi a potem odpalający się silnik. Podbiegłam do okna i zobaczyłam Harry'ego odjeżdżającego z podjazdu. Szybko poszłam do córki po drodze próbując się uspokoić.
-Kochanie gdzie pojechał tatuś?
-Mówił coś, że jedzie do Londynu do jakiegoś James'a
Nerwy wzięły górę. Po co on tam jedzie? Przecież Chris na sto procent tam jest. Co jeśli coś się stanie? Szybko wzięłam telefon i wyszłam do ogrodu
-Lou?-zapytałam
-Zoe co się stało?-widocznie wyczuł przerażenie w moim głosie
-Harry on...on pojechał do James'a do Londynu
-On oszalał? Przecież jak tu przyjedzie to GS w tym czasie będą mieli spotkanie. Czemu to zrobił?
-Nie wiem. My się trochę pokłóciliśmy i po prostu wyszedł. Jesteś jeszcze w mieście?
-Tak jestem. Spróbuje go znaleźć i odwiozę do domu. Zoe nie bój się. 
-Błagam zrób coś-z moich oczy polały się łzy. Nie ze złości tylko strachu o jego życie, w końcu pojechał na spotkanie z facetem, który chce nas zabić. Co z tego, że raz nam pomógł? Nie możemy mu przecież ufać. Wybrałam numer Hazzy i czekałam aż odbierze. Jeden sygnał...dwa....
-Hallo?-usłyszałam jego głos
-Harry wróć do domu błagam cię 
-Musze coś załatwić
-Nie, nie musisz. No kurwa Harry!-krzyknęłam bezradnie
-Wrócę niedługo
-A jak nie?! Chris będzie z James'em! 
-A więc będę miał okazję go zabić-powiedział pozbawiony jakichkolwiek uczuć
-A co jeśli to oni zabiją ciebie?
-Mówiłem ci. Za was jestem w stanie oddać nawet własne życie
Rozłączył się. To co teraz wypełniało moje serce było nie do opisania. Strach, bezradność, wściekłość. Usiadłam na zamarzniętych schodach i płakałam.
_________________________________________________________________________
Oczami Louis'a
Co ona znowu odpierdala? Ma szanse na spokojne życie z rodziną to nie, musi się wpakować w jakieś gówno. Nawet nie wiem ile ryzykuje. Ja straciłam Julie i nie pozwolę by i on stracił Zoe...a może by to ona nie straciła jego. W stercie rzeczy na stole znalazłem telefon i zadzwoniłam do Hazzy
-Czego?-warknął
-Może trochę grzeczniej! Co ty człowieku robisz? Po chuj tu wracasz?
-Musze załatwić parę spraw
-Sprawy związane z twoim pogrzebem?
-Przestań!
-Zoe do mnie dzwoniła
-I co powiedziała ci jakim to okropnym mężem jestem?
-Co?
-Powiedziała ci, że już ją znudziłem i dlatego się czepia? 
-Nie. Powiedziała, że się o ciebie boi idioto! Ona cię kocha. Dobrze wiesz, że jeśli pojedziesz dzisiaj do siedziby GS już nigdy jej nie zobaczysz...nigdy. 


----------------------------------------------------------------

poniedziałek, 9 grudnia 2013

"Oblivon"

No więc jest. Założyłam nowego bloga, ale na razie zostawię o w spokoju i zajmę się IJAS. W międzyczasie może będę dodawała rozdziały. W obecnym momencie są bohaterowie, zwiastun i prolog (nie wierze, że dzisiaj wszystko ogarnęłam) Właściwy szablon pojawi się na 2 tygodnie, na razie musi być ten. 

Oto link do bloga

Komentujcie trailer, prolog i rozsyłajcie znajomym....początek będzie trudny, ale każdy zaczyna od zera :) 

niedziela, 8 grudnia 2013

WAŻNE

Jak pewnie wiecie chce założyć nowego bloga. Będzie on o Harry'm i będzie nosił tytuł "Oblivion" czyli "Zapomnienie". Właśnie zaczynam robić trailer...jest tylko jeden problem. Jaka aktorka/modelka zagra bohaterkę? Myślałam o Lily, ale mieszałoby się z IJAS, albo wezmę Lily a nie wezmę Hazzy. Nie wiem. Mam do was prośbę. Pomóżcie mi wyrać
1. Harry + inna aktorka/modelka (piszcie jaka)
2. Lily + inny chłopak z 1D (piszcie który)
3. Lily i Harry
Myślałam tez nad Barbarą Palvin, ale ona jest w większości opowiadań 

Jeśli ktoś z Was chce być poinformowany jak już stworzę Oblivion to podawajcie swoje TT lub aski

Kocham 
Kasia

Rozdział 95



Widziałam wściekłość i ból w jego oczach. Człowiek, któremu kiedyś uratował życie, teraz chce jego śmierci. Harry nie był w stanie powiedzieć słowa więc zabrałam mu telefon i rozłączyłam się.
-Harry?-zapytałam niepewnie
-On zna niemal każdy mój sekret. Zna moje słabe punkty.
-Nie osłabią nas-powiedziałam biorąc jego twarz w ręce
-A jeśli nas znajdą? Co wtedy?
-Nie znajdą. Nie wpadną żeby nas tu szukać.
-Dziękuje ci Zu
-Za co?
-Za to, że jesteś, że mimo tego ile ze mną przeszłaś, nadal tu jesteś-powtarza
Usiadłam bliżej niego i położyłam głowę na jego kolanach. Czułam jak gładzi moje włosy. Nie wiem czemu, ale tak bardzo brakowało mi jego dotyku. Codziennie gdy byłam w Miami patrzyłam w niebo i mówiłam "on też na nie patrzy". Wtedy tak powtórnie chciałam go mieć przy sobie. Móc mówić mu jak bardzo go kocham i słyszeć te słowa z jego ust. Móc całować go bez żadnych okazji i przytulać się go tylko bym chciała. Teraz mam go tutaj, ale i tak czuje ten ucisk w sercu. Nadal czuję się jakby był gdzieś daleko. Czemu? Czemu nie umiem poczuć ciepła,którym mnie darzy? A może czuje, tylko, że po pobycie w Stanach wyobrażałam je sobie inaczej...mocniej i teraz prawie nie wiem, że jest?
-Harry kochasz mnie, prawda?
Zmieszanie na jego twarzy wzięło górę. Wiedział, że dobrze, że znam odpowiedź.
-Jasne, że tak-powiedział odgarniając niesforne pasma włosów z twarzy-czemu pytasz?
-A nie nic
-Znam cię. Powiedz o co chodzi?
-Czasem przeraża mnie moje życie. Wpakowałam się w największe gówno jakie mogłam.
-Ale inaczej nie poznałabyś mnie
-No właśnie. Harry dla....dlaczego się we mnie zakochałeś?
-Mówiłem ci już kiedyś
-No tak, ale przecież było tyle innych dziewczyn
-Stwierdziłem, że potrzebujemy siebie nawzajem
-A twoje zmiany? Czemu nikt inny nie był w stanie cię zmienić? Nawet Lou?
-Zawsze gdy ktoś mówił o miłości i szczęśliwym życiu wyśmiewałem go. Nigdy nie sądziłem, że się zakocham...a jednak. Nie planowałem tego. To, że wtedy znalazłem się w parku to kompletny przypadek. 
Nigdy tamtędy nie chodziłem. Jednak tamtego dnia poszedłem.
-Przypadek lub przeznaczenie-powiedziałam cicho
-Właśnie. Tylko ty byłaś w stanie namieszać mi w głowie tak bardzo, że postanowiłem się zmienić. Nikomu nigdy się to nie udało.
-Ha...Harry?
-Tak?
-Ile osób próbowało cię zmienić?
-Słucham?
-Nie ważne-zrezygnowałam. Nie zapytam go o to wprost
-Chcesz wiedzieć ile miałem dziewczyn przed tobą? -poszło łatwiej niż myślałam
Pokiwałam niepewnie głową a Harry lekko mnie przekręcił. Teraz leżałam wpatrując się w jego oczy. Jesteśmy razem tyle lat a ja nigdy o to nie pytałam. Hazz też nie był zbytnio zaciekawiony moim życiem towarzyskim.
Pogłaskał mój policzek i pocałował w nos. 
-Przed tobą miałem wiele partnerek, ale dziewczyn tylko trzy, lecz one już nie są dla mnie ważne. To dla ciebie mogę w samych bokserkach wbiec na wierze Eiffla i krzyczeć jak bardzo cię kocham-zaśmiałam się-to z tobą ucieknę na koniec świata. To dla ciebie oddam życie
Z moich oczy wypłynęły łzy. Drobne słone łzy, które Harry od razu wytarł. Czemu płaczę? Nie wiem. Może dlatego, że jestem sensem życia osoby, którą kocham, a może dlatego, że Harry jest w stanie oddać za mnie życie.
-A ty? Ilu miałaś chłopaków?
-Tylko Chris'a. No i jak miałam jakiś 14 lat miałam kolegę, ale to nie był mój prawdziwy chłopak.
-Wyobrażasz sobie nasze życie gdyby nasi rodzicie żyli? Gdybyś wtedy nie uciekła? Gdybym nie poszedł do tego parku?
-Nie byłoby nas tutaj. Być może nigdy byśmy się nawet nie zobaczyli.
-Czy tylko ja nie mogę uwierzyć w nasze szczęście? Nie chodzi teraz o MoC i GS tylko o nas-zapytał
-Do mnie też nie dochodzi, że związałam się z kimś przed kim zawsze ostrzegali mnie rodzice i ciocia-zaśmiał się i przygryzł płatek mojego lewego ucha i położył się obok obejmując mnie ramieniem.
To była naprawdę szczera rozmowa. Nie okłamał mnie. Wiem to. Poznaje po jego oczach gdy kłamie. Dlatego kazał mi w nie patrzeć. 

~*~

Lecimy w dół. Coraz szybciej i szybciej. Spoglądam za okno. Po obu stronach samolotu widzę ogień. Tak bardzo rażący i groźny. Dłonią szukam ręki Harry'ego. Przecież jeszcze chwilę temu tu siedział a teraz go nie ma. Rozglądam się dookoła. Phoebe...jej również brak. Zostałam sama, całkiem sama. Płomienie przedzierają się do środka parząc mi skórę. Niech to się skończy, powtarzam.
-Zoe-usłyszałam głos z tyłu głowy. Harry, to on. Rozglądam się, ale go nie ma. Krzyki nasilają się a ja czuję się niczym kanarem w klatce. Uwięziona we własne podświadomości. Zakrywam rękoma twarz by ochronić ją przed palącym żarem. Nagle uderzamy w ziemie z takim impetem, że zastanawiam się jakim cudem ja jeszcze żyje.
-Zoe!-słyszę wyraźniej
Nagle poczułam szarpnięcie za ramię i otworzyłam oczy. Nad sobą zobaczyłam przerażoną twarz Harry'ego. Nie czekając ani chwili przytuliłam go tak mocna jakbym bała się, że zaraz wyśliźnie mi się i zniknie.
-Wszystko dobrze?-zapytał
Musiałam przysnąć, bo za oknem było piękne zimowe popołudnie.
-Tak-powiedziałam drżącym głosem zaciskając pięść na koszule loczka
-Co ci się śniło?
-Że byłam w samolocie. Leciałam w dół, wszystko płonęło a ciebie...ciebie nie było. Byłam sama. Zdana tylko na siebie.
Widziałem przejecie w jego oczach. Wiem, że nigdy by do tego nie dopuścił. Ratowałby mnie do ostatniego tchnienia.
-Ale teraz już jestem i nigdzie się nie wybieram. Nie dam cię skrzywdzić



-----------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że krótki, ale tak chciałam by wyglądał rozdział i nie chciałam toczyć akcji dalej...chyba dobrze to napisałam xD dobra mniejsza z tym. OFICJALNIE OTWIERAM 4 I OSTATNI SEZON IT'S JUST A SCAR.  Mój nowy blog będzie nosił tytuł "Oblivion" (tłum. Zapomnienie) i też będzie z Harry'm 


sobota, 7 grudnia 2013

It's just a scar (Harry Styles fan fiction) Trailer-sezon 4

A oto czwarty sezon It's just a scar. Wiem, że miał być o 10:00, ale przez tą śnieżyce od wczoraj nie było prądu.
Mam nadzieję, że Wam się podoba. Osobiście nie wierze, że to już czwarty, ostatni sezon :C 





piątek, 6 grudnia 2013

Liebster Blog Award

A więc dostałam ostatnio 3 nowe nominacje (było ich więcej, ale nie dodawałam ich)
O co chodzi w Liebster Award?
,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Po odebraniu nominacji należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominowała."

*Pierwsza nominacja jest od http://blackheartharry.blogspot.com/
Pytania i odpowiedzi :
1. Jakie jest Twoje największe marzenie?
-Spotkać 1D i by mój nowy blog zyskał taką sławę jak IJAS
2. Ulubiony blog?
Mam dwa (są w witrynie po prawej)
-Black
-Nadzieja umiera ostatnia
3. Co skłoniło Cię do pisania?
-Tak właściwie to jeszcze przed IJAS miałam jednego bloga, ale był on totalnym niewypałem. Przerwałam pisanie na jakiś czas, ale potem miałam fajny pomysł na opowiadanie i stwierdziłam, że warto spróbować....ot zawsze lubiłam pisać
4. Co jest przedmiotem Twojego "uzależnienia"?
-One Direction <333
5. Ulubiona książka
-Igrzyska Śmierci...właśnie ją czytam i jest cudowna. Dzięki niej może zacznę czytać więcej książek xD
6. Co lubisz robić w wolnym czasie?
-Rysować i siedzieć na fb (chyba jak większość)
7. Jak wyobrażasz sobie przyszłość?
-Szczerze? To nie wiem xD Jak mam wyobrazić sobie przyszłość, jak nie wiem nawet co będę jadła na obiad? Na pewno chciałabym napisać prawdziwą książkę, otworzyć kawiarnie i rysować.
8. Chciałabyś coś w sobie zmienić?
-Wiele rzeczy chciałabym zmienić, ale przecież nikt nie jest idealny i to czyni każdego z nas wyjątkowym.
9. Przejmujesz się opinią innych?
-Czasami bardziej niz powinnam. Zawsze sobie powtarzam "bądź silna i miej innych w dupie. Bądź zimną suką dla tych, którzy są tacy dla ciebie" ale ja najzwyczajniej w świecie tak nie umiem...i niestety się przejmuje.
10. Co jest dla Ciebie najważniejsze?
-Przyjaźń. Właśnie to cenię najwyżej. Niestety dla innych "wieczna przyjaźń" jest tylko na chwile a potem odchodzą.
11. Masz jakieś motto życiowe? (jeśli tak to jakie?)
-"Ważne by każdy wie­rzył w swoją bez­cenną wartość..."


Drugą nominację mam od http://blackniallhoran.blogspot.com/

Pytania i odpowiedzi: 
1. Co zabrałabyś/zabrałbyś na bezludną wyspę ?
-Telefon i przyjaciółki.
2. Ulubione zajęcie. 
-Rysowanie
3. Skąd czerpiesz pomysły na każdy rozdział ? 
-Z mojej chorej wyobraźni
4. Co sądzisz o cytacie "Snu­cie opo­wieści jest sztuką, sa­mo pi­sanie rzemiosłem. ''
-A co mogę sądzić? Według mnie to prawda. Pisanie to naprawdę ciężka robota.
5.Ulubiony blog. 
Mam dwa (są w witrynie po prawej)
-Black
-Nadzieja umiera ostatnia
6.Co Ci się w tobie nie podoba ? 
-To, że jestem tak wysoka.
7. Ile masz lat ?
-14
8. Jaką rzecz masz zawsze przy sobie ? 
-Telefon
9. Co sądzisz o wszystkich hejterach ? 
Idioci, nie mają własnego życia .. Nie przejmuj się .. To są Ci ludzie, których znasz, a którzy nigdy nie mają odwagi podejść do Ciebie i powiedzieć prosto w twarz tego co myślą o Tobie. A później ludzie się dziwią, że ten świat jest taki powalony i więcej dowiedzą się o Tobie z plotek niż od samego Ciebie . ; )
10. Kim chcesz być w przyszłości ? 
-Pisarką lub malarką...najlepiej jedno i drugie :D będę tworzyć komiksy. Pisanie i rysowanie w jednym <3
11. Twoje hobby ? 
-Rysowanie i pisanie

Trzecia nominacja jest od http://i-ja-ci-ufalam.blogspot.com/
 Pytania i odpowiedzi:
1. Co cenisz najbardziej w swoim opowiadaniu ?
-To, że pisze najszczerzej jak tylko umiem. Piszę to co akurat mam w głowie a nie na siłe wymyślam historię i również to, że moje opowiadanie ma drugie, ukryte znaczenie.
2. Skąd pomysł na twoje opowiadanie ?
-Nie wiem. Kiedyś obudziłam się w nocy i nie mogłam usnąć. Wzięłam telefon do ręki i w notatniku zaczęłam coś pisać...i tak się zaczęło.
3. Ile słodzisz łyżek do herbaty ?
-2 lub 2,5
4. Do jakich fandomów należysz ?
-Directioners
5. Piosenka, która poruszyła tobą i twoim patrzeniem na życie ?
-Jest wiele takich piosenek
6. Ulubiony film/serial/książka ?
-Film: Jestem numerem 4, Igrzyska śmierci, Dary anioła, This is us, Now is good, Wojna światów i wiele innych
-Serial: chyba nie mam, ale lubię "Wawa non stop" (mój tata to ze mną ogląda czasami i nadal nie wie o co chodzi xD)
-Książka-Igrzyska śmierci
7. Twoje największe marzenie ?
-Spotkać 1D i by mój nowy blog zyskał taką sławę jak IJAS
8. Co sprawia, że się uśmiechasz ?
-Niemal wszystko. Komentarze od Was. Święta. Czas spędzony z przyjaciółmi.
9. Jakiej muzyki słuchasz?
-Pop/rock, ale ostatnio zaczęłam słuchać Rap'u (znaczy tylko Eminem'a)
10. Co robisz w wolnym czasie?
-Rysuje i siedzę na fb (chyba jak większość)
11. Jakie sporty lubisz?
-Nie lubię spotu. Kiedyś kochałam siatkówkę, ale jak poszłam do gim. przestała lubić wszystko co wiąże się ze sportem.


Nominowani: 
Nominuje tylko 4 blogi, bo tylko te czytam. 

Moje pytania: 
1. Gdybyś mogła cofnąć czas do dnia gdy zaczęłaś pisać bloga zrobiłabyś to ponownie?
2. Twoje największe marzenie?
3. Dlaczego zaczęłaś pisać?
4. co skłoniło cie do pisania?
5. Ulubione zajęcie?
6. Ile masz lat?
7. Od jak dawna piszesz?
8. Co chciałabyś robić w przyszłości?
9. Co chciałabyś powiedzieć czytelnikom swojego bloga?
10. Ulubiony cytat?
11. Ulubiony blog?

I jeszcze na zakończenie...Wiecie co jest jutro? :D Ja juz nie mogę się doczekać aż zobaczycie trailer. Mam nadzieję, że się Wam spodoba <3

Kocham 
Kasia





środa, 4 grudnia 2013

Sprostowanie i niespodzianka

Na początku chciałabym odpowiedzieć na to:

"ja nie mogę dlaczego piszesz tak o Zaynie, rozumiem to nie jest naprawdę ale do jasnej cholery skoro ich tak kocasz to nie pisz żle o którymś z nich mogłaś wymyśleć jeszcze inną postać a nie pisać tak oZaynie....totalna porażka!!!!!!!!!!! a może czujezs do niego niechęć i to dlatego,ale powiem ci jedno ja tego bloga już nie czytam i dla mnie kolejnego sezonu mogło by nie być bo na pewno będzie zjebany tak jak ten Lilka S.-_-" 

Wiecie czemu nie stworzyłam innej postaci zamiast Zayn'a? Bo chciałam pokazać, że nawet najlepsi przyjaciele mogą nas zostawić, zawieść, zdradzić. Nie wiem czy wiecie, ale całe to opowiadanie zawiera jakieś drugie przesłanie. Zastanówcie się. Jak te wszystkie wydarzenia mogą odbijać się na naszym życiu. Śmierć bohaterów...w naszym życiu jest to odejście od nas przyjaciół...np. gdy idziemy do innej szkoły, lub po prostu od nas odchodzą. Tak było u mnie. Chris, który ranił Zoe? U nas jest to np. zdrada... A zachowanie James'a wobec Zoe i Harry'ego? U mnie było tak samo. Gdy było mi ciężko, osoby na pomoc których nie liczyłam podały mi pomocną dłoń... Wszystko ma drugie znaczenie...WSZYSTKO. To nie jest tak, że ja pisze tylko to co akurat wymyśliłam...próbuje przekazać w tym to co dzieje się w naszym życiu. 

A druga sprawa. 
Dodałam zakładkę Drawings of characters w której są już niektóre rysunki bohaterów :) Piszcie co myślicie i komentujcie Epilog 

Kocham Was 
Kasia

wtorek, 3 grudnia 2013

Epilog "Koniec problemów jest początkiem następnych"

_______________________________________________________________
Oczami Zoe
Nie mogłam spać. Leżałam wtulona w Harry'ego. Wydarzenie z południa nadal siedzi w mojej głowie. Nie mamy nic. dopiero to do mnie dotarło. Jedyna co zostało nam z tamtego domu to zdjęcie, które zabrał James. No właśnie James. Uprzedził mnie przed Chris'em, wyciągnął mnie z płonącego domu narażając przy tym własne życie, ale przecież kilka lat temu porwał mnie, chciał zabić a kilka dni temu pobił mojego męża. Takiemu człowiekowi nie można ufać a bynajmniej ja tego nie zrobię. Zacisnęłam pięść na koszulce Harry'ego by zapomnieć o tym wszystkim.
Próbowałam zasnąć, ale deszcz i grzmoty za oknem wcale mi w tym nie pomagały. Podciągnęłam kołdrę wyżej i podkuliłam nogi. Gdy pojedyncze światło wpadało do pokoju widziałam twarz Chris'a. Zabrzmiał kolejny trzask a ja z przerażenia niemal pisnęłam
-Zoe-usłyszałam głos przejętego Harry'ego
Nie wiem nawet czemu zaczęłam płakać.
-Kochanie ciii to tylko burza-usiadł na łóżku i przyciągnął mnie bliżej siebie-już spokojnie-przytulił mnie
-Obiecaj, że nigdy mnie nie zostawiasz, że ta tej akcji nie zginiesz. Wrócisz do mnie i Phoebe
-Śpij kochanie-powiedział i położył się ponownie kładąc moja głowę na jego klatce.
Słyszałam bicie jego serca. To i brak odpowiedzi na pytanie utwierdziło moje przekonanie. On nie jest pewny czy przeżyje. Nie wie czy dadzą radę. Wtulił się w niego zupełnie tak jakbym bała się, że go stracę. W sumie to prawda. Niczego nie boję się tak bardzo.
~*~
-Cześć-powiedziałam wchodzą do kuchni w której byli już wszyscy domownicy...wszyscy prócz Hazzy
-Płakałaś?-zapytała Jenn
-Nie
Tak naprawdę to płakałam...całą noc. Harry obudził się przeze mnie jeszcze raz, ale wtedy nie dałam mu już usnąć. Musiałam dowiedzieć się co myśli o tym wszystkim i niestety poznałam prawdę. Powiedział mi, że jeśli nie zaczną ćwiczyć nie mają nawet szans na wygraną, że na pewno ktoś ucierpi i z pewnością ktoś zginie. Wyznał, że zrobi wszystko by to nie był on, ale przecież niczego nie może przewidzieć. Ostatnio gdy z nim o tym rozmawiałam obiecałam mu, że jeśli coś się stanie nie uronię ani jednej łzy, teraz nie jestem pewna czy zdołam to uczynić.
-Jak tam noga?-zapytał Niall
-Dobrze. Gdzie jest Harry?
-W ogrodzie. Zoe on...a z resztą pogadajcie
Ruszyłam w stronę ogrodu po drodze zakładając kurtkę. Zobaczyłam go siedzącego na schodkach prowadzących do oczka wodnego. Włożyłam ręce głębiej kieszeni kurtki gdy poczułam zimno uderzające w moje ciało.
-H...Harry?
Na dźwięk swojego imienia odwrócił głowę w moim kierunku. Niall dobrze mówił, że coś jest nie tak. jego oczy były podkrążone i czerwone, tak samo jak moje jeszcze chwilę temu. Widziałam jak nerwowo splata ręce. Boi się, ewidentnie czegoś się boi.
-Wszystko Ok?-zapytałam cicho, siadając obok
Nie wypowiedział ani słowa. Jedyne co zrobił to pokręcił głową. Złapałam go za drżącą rękę. Nie byłam pewna czy to dlatego, że zimno przeszyło jego ciało czy może dlatego, że się czegoś obawia.
-Ja mam już tego dosyć-powiedział wyraźnie rozpaczliwym głosem-Dopiero wczoraj zorientowałam się co tak naprawdę się dzieje. Gdyby nie James zginęłabyś. A to dlatego, że na chwilę odpuściłem. Przecież miałam chronić cię cały czas. Miałaś być bezpieczna w każdym miejscu w jakiś się znajdujesz, ale ja zawiodłem.
-Nie Harry. Przy tobie czyje się najbezpieczniej. Tylko ty możesz zapewnić mi ciepło i miłość. Słyszysz? To co wydarzyło się wczoraj nie było twoją winą
Przytuliłam go mocno i pocałowałam w usta. Objął mnie a ja położyłam głowę na jego ramieniu. Czułam jak jego szybki oddech uspakaja się.
-Chodźmy do domu. Zimno tutaj-zaproponowałam śmiejąc się lekko.
Wstaliśmy i poszliśmy do mieszkania. Jak ciepło. Już przy drzwiach przywitała nas córka.
-Kiedy jedziemy do domu?
Wymieniliśmy z loczkiem spojrzenia. Jak mamy jej powiedzieć, ze nasz dom spłonął? Styles uklęknął przed nią.
-Kochanie nie wrócimy do domu
-Czemu?-zapytała wyraźnie smutna
-Bo wiesz. Kupujemy nowy dom.
-A co ze starym?
-Phoebe naszego starego domku już nie ma
-Jak to?
-Wczoraj był pożar. Spłonął
-A moje zabawki
-Kupimy ci nowe, dobrze?-zaczęłam
-Dobrze mamo

~*~
-Jesteśmy na miejscu-powiedział Harry gdy całą trójką podjechaliśmy pod dom, który mieliśmy obejrzeć.
Hazz wybrał idealnie. Budynek był zrobiony z czerwonej cegły. Ogród faktycznie był ogromny. Wielka brana oddzielała posiadłość od świata. Teraz będziemy mieli większą pewność, że nikt nieproszony tu nie wejdzie. Zadzwoniliśmy przez domofon. Właścicielka natychmiast otworzyła. Złapałam ukochanego za rękę i poszliśmy. Phoebe biegła przed nami, lecz gdy pani w średnim wieku otworzyła drzwi od razu schowała się za mnie.
-Witam-przywitała nas kobieta imieniem Prim
-Dzień dobry-odpowiedzieliśmy i przekroczyliśmy próg
Moim oczom ukazały się piękne słychy pa przeciwko drzwi. Z zewnątrz nie wygląda na tak ogromny.
-Chcą państwo herbatę, kawę?
Kręcę głową.
-Nie, dziękujemy-Harry powiedział za mnie
-A więc oprowadzę państwa po domu
-Może pani mówić do nas po imieniu-przekazuje Hazz
-Dobrze-na twarz kobiety pojawia się uśmiech-a więc chodźmy
Pierwszym pomieszczeniem jakie zobaczyliśmy był salon. Na środku stał piękny szklany stół a obok czarna kanapa. Na ścianie wisiał telewizor a po lewo był kominek.
~*~
Obejrzeliśmy cały dom i był po prostu przepiękny. Jak dla mnie trochę za duży, ale to nic. Phoebe i Harry są zachwyceni.
-A więc kiedy podpisujemy umowę?-zapytała kobieta
-Dziś-oznajmił Harry uśmiechając się do mnie pogodnie. Niemal zapomniałam o kłopotach jakie mamy.
-Mam pytanie-powiedziałam
-Słucham
-Dlaczego chce pani sprzedać ten dom? Jest marzeniem chyba każdej młodej pary
-Tak, masz rację. jest piękny, ale dla nie mieszkanie tu jest zbyt bolesne. Wiążące się z ty miejscem wydarzenie nie pozwoliłoby mi to spokojnie mieszkać.
-co tu się wydarzyło?-zapytał Harry
-Cóż, nie myślcie, że kogoś tu zabito. Nie. Po prostu mieszkałam tu kiedyś z mężem i córkami. Mąż mnie zostawił i zabrał Lily i Emme. Od tamtej pory ich nie wiedziałam. Pisałam do niego, że już tu nie mieszkam więc nie ma obaw, że będziecie dostawać jakieś listy czy coś w tym stylu.
-Rozumiem.
~*~
A więc zaczynamy wszystko od nowa? Pierwszy ranem w nowym lokum. Nikt oprócz Liam'a, Louis'a i Niall'a nie wie gdzie jesteśmy. I dobrze. Tutaj zaczniemy nowy życie a bynajmniej do czasu walki. Walka. Na samą myśl o tym włosy stają mi dęba. Mamy co najmniej kilka miesięcy spokoju...znaczy jeśli nas nie znajdą.
-Harry?
-Teraz będzie dobrze, prawda?-uśmiechnęłam się i pocałowałam go w usta.
-Tak. Teraz będzie dobrze
Nie licząc bielizny i koszuli nie miałam na sobie nic. To dlatego, że po pierwsze nie chciało mi się przebierać w piżamę po nocy filmowej, która urządziliśmy wczoraj a po drugie, strój który dała mi Jenn i tak odkrywał mi brzuch.
-Kocham cię-wyszeptałam i Przytuliłam się do chłopaka
-Ja ciebie też-powiedział, podniósł mnie do góry i obrócił wokół siebie.
Nagle zadzwonił telefon Harry'ego
-Kto to?-zapytała
-Zastrzeżony
-Weź na głośnomówiący
Zrobił o co prosiłam i usiadł na skraju łóżka
-Hallo?
-I jak tam pierwszy dzień bez żonki. Usmażyła się skubana-a więc James nic mu nie powiedział. Pokręciłam głową, chcąc pokazać Harrry'emu by nie zdradził, że jednak żyję-Niedługo ty też zginiesz. A i jeszcze coś. Kochaś z którym twoje panna była w Stanach jest tutaj. Teraz należy do GS. Powiedz coś Zayn
Widziałem gniew w oczach Harry'ego. Styles pomógł Malikowi tyle razy. Ocalił mu życie a on zdradził MoC po raz kolejny.
-Fajnie, że mi ufałeś Harry. Byłeś taki naiwny.




---------------------------------------------------------------------------------------
A więc oficjalnie zakończyłam 3 sezon It's just a scar.  Ta część była krótsza niż inne, albo to tylko mi tak przeleciało. Nie byłam pewna czy zrobię to teraz czy w następnym rozdziale więc nic nie pisałam. Trailer od 4 sezonu mam już gotowy i na blogu pojawi się w sobotę około 10:00.
Nie jestem pewna czy pomysł z rysunkami wypali by teraz nie mam czasu rysować :/ Jutro zrobię zakładkę i dodam te co zdążyłam narysować...

Komentujcie...co myślicie o rozdziale jak i o całym sezonie?