wtorek, 10 września 2013

Rozdział 59



Nie musiała nic mówić, wiedziałem, że płacze. To tak bardzo boli. Patrzeć na osobę, którą kocha się całym sercem i wiedzieć, że cierpi.
-Niedługo jedziemy. Musze kończyć. Pamiętaj, że cie kocham.
-Nigdy nie zapomnę.
Usłyszałem sygnał, który zakończył naszą rozmowę Chłopaki patrzyli na mnie z żalem. Rozumieli co się dzieje i że to już nie jest zabawa jak kiedyś. Teraz mamy dla kogo walczyć. Teraz musimy dać z siebie więcej niż sto procent.
-Oby to się udało-powiedziałem chowając twarz w dłonie. Poczułem jak ktoś mnie obejmuje. Liam i Louis.
-Damy radę. Nikomu nic się nie stanie. Dadzą nam spokój gdy dowiedzą się jaka jest sytuacja. Znajdziemy kompromis.
-Jaki kompromis Liam? Wszystko się pieprzy. Obiecałem, że będę ją chronić a jak na razie nic nie idzie tak jak powinno.
-Wymyślimy coś stary. Kiedy przylatuje Niall-zapytał Lou
-Za dwa dni. Nie może wcześniej. Jeniffer zostaje w Hiszpani. Horan nie chce ryzykować jej życia.
Nagle usłyszałem jak Danielle wychodzi z łazienki ubrana w jeansy i bluzę Zoe. Włosy miała idealnie tej samej długości.
-Możemy jechać-powiedziała dziewczyna
Wszyscy wstaliśmy i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Wsiedliśmy do furgonetki Drake'a i odjechaliśmy. Po drodze powtórzyliśmy nasz plan. ~*~
Naciągnęliśmy kominiarki i wyszliśmy z auta. Ceglany budynek ukazał się moim oczom. Louis poszedł pierwszy, chwyciłem Danielle za rękę i poszliśmy za nim. Doszliśmy do wielkiego pomieszczenia gdy rozłożony był ring. Pierwsze co to spostrzegłem, że na nim przywiązana do krzesła siedzi Julie. Miała siniaka na policzku i rozwaloną wargę. Lou nie zważając na nic podbiegł do dziewczyny, zdejmując z twarzy materiał.
-julie!-krzyknął gdy ta patrzała na niego przerażonym wzrokiem. Zupełnie jakby się go bała, ale tak naprawdę nie bała się go a facetów, którzy stali za nami. W ręku trzymali karabiny. Danielle ścisnęła mocniej moją dłoń. Mimo, że nie raz uczestniczyła w czymś takim bała się...a może tylko grała przerażoną. Zakryłem ją swoim ciałem. Liam patrzył na nas, nie był zachwycony, ale wiedział doskonale, że to dla naszego wspólnego dobra.
-A jednak jest cała piątka-powiedział z uśmiechem na ryju Jamies-i co Tomlinson, gotowy?
-Żeby cię zabić? Zawsze!-syknął.
-Ale dziewczynę zostaw. Jeśli wygrasz będzie twoja.
-Dlaczego mam ci ufać?
-Co jak co, ale ja dotrzymuję słowo
To była prawda. James był jaki był, ale nigdy nie łamał danej obietnicy. Louis ucałował ukochaną w czoło i zszedł z ringu. Jak to w tradycji nie mogli walczyć na podeście aż do rozpoczęcia gry.
-Zasady są proste. Walczycie tylko przy pomocy rąk i nóg. Zero oszustwo bo będzie nie miło-mówił Dean gdy chłopaki wchodzili na mate. Jakim cudem jeszcze się nie zaczaili, że nie ma z nami Zoe? A tak Danielle nadal ma na twarzy kominiarkę, oby tak dobrze szło do samego końca. Nagle rozległ się dzwonek zapowiadający początek walki. Tommo nie czekał długo. Od razu wymierzył cios z twarz Johnson'a, ale ten zrobił efektowny unik. Lou ani przez chwile nie zrezygnował, nawalał przeciwnika najmocniej jak tylko potrafił. Dean i Peter pewnie.się zdziwili jak widzieli swojego kolegę całego we krwi, jednak nie byliśmy tacy słabi. Niestety żaden z nich nie wyszedł bez szwanku. Louis też był nieźle poobijany. Pierwszy raz w życiu widziałem taką wściekłość w jego oczach. Niepohamowana złość i chęć zabicia wypełniała go od środka. Wiedziałem, że wygra. Niestety pod koniec walki młody Johnson i McCartney co chwile patrzyli się na moją "partnerkę". Zaczynają coś podejrzewać? Zaczynałem się obawiać, że mój plan nie wypali. Nie kazali nam zdejmować masek więc żadne z nas tego nie zrobiło i może to było powodem tych spojrzeń. Nie wiem.
~*~
Walka skończyła się wygraną Louisa. Nie było to dla mnie zaskoczeniem.
-Bierz ją -powiedział wściekły Jamies.
Przyjaciel odwiązał swoją dziewczynę i stanęli za mną.
-Jest jeszcze coś-musiałem zacząć temat
-Ty też chcesz walczyć, Styles?-rzucił się do bicie Dena
-Uspokój się młody-Peter próbował go powstrzymać-o co chodzi?
-Zoe jest w ciąży i chcielibyśmy zawrzeć umowę. Do końca ciąży zawieszamy gre.
-Oszalał-wyśmiał mnie Dean
-Powiedziałem zamknij ryj-krzyknął McCartney-co konkretnie?
-Zaczniemy walkę, gdy dziecko się urodzi. Zrozumcie. Czy ja proszę o tak wiele.
-W którym jest tygodniu? -zapytał James wycierając zakrwawioną twarz
-Drugi miesiąc-a jednak da się z nimi rozmawiać jak w ludźmi
-Siedem miesiąc bez obicia komuś ryja. Nie wiem czy wytrzymamy, ale dobra umowa stoi. Nie zrobimy wam nic od jutra...
-od jutra?!-no nie
-Dzisiaj jeszcze odegramy się za to, że nas oszukaliście i przyprowadziliście Danielle a nie Zoe. Myśleliście, że jesteśmy tacy głupi?-szczerze, to miałem taką nadziję-już po was
Wyciągnęli karabiny i zaczęli strzelać. Odskoczyliśmy na bok i schowaliśmy się za sciany. Dani pobiegła do Liam'a...z nim jest bezpieczna. Wyjąłem swój pistolet i wychylając się zza przeszkody, która nas dzieliła, wykonałem strzał. Nagle rozległ się krzyk Julie, spojrzałem w jej stronę. Niemal krzyknąłem gdy zobaczyłem Louis leżącego na ziemi. Z jego łydki sączyła się krew. Liam i Drake patrzyli na mnie, gestem ręki dali mi znak, że zajmą się tamtymi a żebyśmy my biegli do auta. Podbiegłem do przyjaciela
-Trzymaj się-powiedziałem pomagając mu wstać
Najkrótszą drogą wydostaliśmy się z budynku. Zaraz dołączyła do nas pozostała trójka i odjechaliśmy z piskiem opon. Ja siedziałem z tyłu i pomagałem Louis'owi uciskać ranę. Na szczęście nie było do poważne. Nawet gdyby było, nie pojechałby z tym do szpitala. Julie nie opuszczała go ani na chwilę. Cały czas płakała pocierając twarz swojego chłopaka.
-Gdzie mam jechać?-zapytał Drake
-Do Liam'a -powiedział najstarszy z nas
-Mnie zostawcie u Zoe-zabrałem głos
Chłopak skręcił i zobaczyłem wysoki budynek ze szkła. Szpital.
-Liam opatrz mu nogę gdy będziecie w domu-powiedziałem wychodząc z auta.
Byłem szczęśliwy i jednocześnie wściekły. Szczęśliwy, ponieważ James obiecał, że zawiesi ten cały syf do czasu kiedy urodzi się dziecko a zły, bo tamci skurwiele postrzelili mojego najlepszego kumpla.
Przed drzwiami do sali, w której leżała moja ukochana zobaczyłem Brain'a.
-I jak?-zapytał wstając
-Dobrze-nie chciałem mówić wszystkiego-Zoe jest w środku?
-Tak siedzi z Molly.
Bez słowa wszedłem do środka. Dziewczyny siedziały na łóżku i oglądały jakieś zdjęcia. Zoe gdy tylko mnie zobaczyła podbiegła do mnie rzucając mi się na szyję.


-To ja już może pójdę.
I zostaliśmy sami.
-Tak strasznie się bałam-wyszeptała w moje ucho
-Ale jest tu cały i zdrowy
-A reszta? Co z nimi? Chcę poznać Danielle.
-Z resztą też jest dobrze-nie chciałem jej martwić postrzałem Louis'a-niedługo ją poznasz. Mam dobre wiadomości. Jednak oni tez mają serce, James zgodził się, abyśmy zaczęli tą całą ich "grę" gdy dziecko się urodzi. Nie wiem czemu tak po prostu na to ustali. Niestety zorientowali się, że to nie ty z nami wtedy byłaś...
-I co?!-niemal krzyknęła z przerażenia
-Nie ważne. Wszyscy żyją i to się liczy



-------------------------------------------------------
Chcę was przeprosić za to że tak wolno i krótko piszę. Mam wrażenie, że jesteście na mnie źli...czy coś w tym stylu i dlatego nie komentujcie tak często jak kiedyś :/

35 komentarzy:

  1. swietny rozdzial!!! ja nie jestem obrazona rozumiem ze tetraz nie ma czasu bo szkola dziekuej ze napisalas rozdzial kocham cie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. BOSKI <3 ja nie jestem zła w końcu też jesteś człowiekiem i do tego masz szkołe i tak jestem ci wdzięczna że poświęcasz na ten blog czas aby cokolwiek napisać ;D <3

    OdpowiedzUsuń
  3. PER-FECT! :D
    Nie jesteśmy źli, ja rozumiem, że jest szkoła i też nie masz tak dużo wolnego czasu :))))))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaaaa świetny jak zawsze <33 Czekam na nn <33 - Karolcia :**

    OdpowiedzUsuń
  5. No coś ty, niby za co mielibyśmy się na ciebie gniewać...
    Rozumiem to, że musisz się uczyć... Sama dopiero zaczynam naukę w gimnazjum, drugi tydzień, a ja już mam dość...
    Rozdział jest genialny, ale na temat końcówki wypowiadałam się już nie raz!!!!
    Jeszcze raz i przejdę do rękoczynów... XD
    Mam przeczucie, że oni jednak nie odpuszczą, ale z drugiej strony chcę, żeby wszystko było OK!!!
    Ta niepewność zżera mnie od środka!!!
    Już chcę nexta....
    Czasu, weny,
    I dobrych stopni... / Zu

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow. Rozdział świetny i bardzo mi się podoba.
    Czekam z niecierpliwością na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Boski rozdział!!! <3 Czekam na następny! <3

    OdpowiedzUsuń
  8. <3 już się nie mogę doczekać następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Jezu kocham to <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Meegaaaa..kocham kocham kocham twojego bloga.....:)

    OdpowiedzUsuń
  11. nie no cośty patrz ile komentarzy !! kochamy cię !!! pisz dalej !! ;**
    ~aga
    @agaLOVE1D

    OdpowiedzUsuń
  12. Superrr!!!! Ja chce NEXT TO BYĆ ZARĄBISTE !!!!!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Czemu sądzisz że jesteśmy źli , nie wiem jak inni , ale ja nie jestem. Wiem jak to jest pisać bloga i chodzić do szkoły. Rozumiem cię. Więc nie przejmuj się i pisz dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kto ma być zły? O.o To jest jedno z niewielu opowiadań których rozdziały są tak często pisane w roku szkolnym a do tego są zajebiste ^^

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny... Jak zwykle zesztą... Mogę tylko powiedzieć, że kocham twojego bloga... /Natu

    OdpowiedzUsuń
  16. Super rozdział ;) Mam nadzieję, że Louis'owi nic nie będzie.
    Weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny rozdział <3 Szkoda tylko, że taki drastyczny :D Masz ogromny talent :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Kocham to opowiadanie i czelam na nstepny rozdzial;)

    OdpowiedzUsuń
  19. czekam na nn. rozdział super - patrysia

    OdpowiedzUsuń
  20. ZOSTAŁAŚ NOMINOWANA DO LIBSTER AWARD :*
    WIĘCEJ INFOO TUTAJ ♥ :
    http://londyyn.blogspot.com/2013/09/liebster-award.html
    :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie jesteśmy na ciebie absolutnie źli!!! :)) wręcz przeciwnie szybko dodajesz imaginy i się z tego bardzo cieszę!! A imaginy są PER-FECT <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten blog jest BOSKI kocham tą całą akcję i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ^^ kocham twój talent do pisania imaginów :******************

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie jesteśmy złe, raczej smutne

    OdpowiedzUsuń
  24. zapraszam do mnie: http://this-is-fear-fanfiction.blogspot.com/
    Alex przeprowadza się z bezpiecznej części Londynu do Cholmes Chapel gdzie narkotyki i seks to normalność. Alex chodzi do prywatnego liceum które jest położone po drugiej stronie ulicy liceum publicznego. Do publicznego liceum chodzi Harry, zły chłopak z którym się nie zadziera. Jak zmieni się życie Alex gdy wpadnie w oko Harry'emu?

    OdpowiedzUsuń
  25. Wspaniały *.* czekam na kolejny :DD Życzę weny :))

    OdpowiedzUsuń
  26. czytałam to 3 godziny i jest takie mega ciekwe tylko szkoda że wszystko sie tak spomplikowało
    mam dużo prosbe. nie rob tyle bledow bo czasami na serio trudno zrozumiecc jaki sens ma zdanie/ <333333

    OdpowiedzUsuń
  27. Siema jestem nowa przeczytałam wszystko jesteś niesamowita czekam na next

    Pozdro dla directioners

    OdpowiedzUsuń
  28. Siema jestem nowa przeczytałam wszystko jesteś niesamowita czekam na next

    Pozdro dla directioners

    OdpowiedzUsuń